niedziela, 12 listopada 2017

Od Willa

- Jasne. - Uśmiechnąłem się.
Wyjąłem z torby ciastka, które wybrała oraz napoje. Nie bawiliśmy się w kubeczki, po prostu piliśmy razem z gwinta. Ciastka były naprawdę dobre, na tyle, że zjedliśmy razem cale pudełko. Mam tylko nadzieję że nie będą bolały nas po tym brzuchy. Dzieki słońcu i delikatnemu wiaterkowi wyschliśmy bez używania ręczników. Później lezeliśmy znów razem na kocu ba brzuchach, z tą różnicą że teraz Głaskałem ją opuszkami palców po plecach. Miałem zamknięte oczy i Uśmiechnąłem się delikatnie.

Tai?

Od Taigi

Usmiechnelam sie między pocalunkami. Było to tak bardzo przyjemne. Jego mokre ciało przylegalo do mojego co mi absolutnie nie przeszkadzało. Był gorący i taki miły w dotyku. Nie moglam sie nacieszyć jego obecnością.
- Idziemy na koc? - Oderwalam się od niego i Usmiechnelam
- Pewnie, później można rozpalić ognisko, kupiłem pianki
- Nie najem się samymi piankami. Będziemy musieli upolowac jakieś mięsko! Sarnina jest w sumie dobra - Oblizalam wargi na co tylko się zasmial.
- Oczywiście będziemy polować - Pokiwal niewierzaco głową - Później możemy pojechać do mnie na kolację
- Jestem za - Usiadłam na kocu wyciągając jakieś ciastka i butelkę z wodą - Tylko wcześniej wjedziemy do mnie, dobrze? Odloze rzeczy, przebiore się i nakarmie kocura

Od Willa

- Hmm, kusząca propozycja. - uśmiechnąłem się.
Pochyliłem się nad woda, podałem jej ręce, a kiedy je złapała, wciągnąłem ją na pomost. Uśmiechnęła się i złączyła nasze usta w pocałunku. Też się uśmiechnąłem i przedłużyłem nasz pocałunek jednocześnie obejmując ją w talii. Dziewczyna wsunęła dłoń w moje włosy, dalej się całowaliśmy. Stykaliśmy się ciałami, lekko pochylałem głowę aby nie musiała stawać na palcach, gdyż domyślam się że na dłuższy czas to niewygodne.

Tai?

Od Taigi

- Ja już znam ten Twój podejrzliwy uśmiech, z pewnością coś planujesz - Dzgnelam go między zebra na co się zasmial
- Nic nie planuje. Scigamy się? Kto pierwszy obok pomostu - Podniósł jedna brew z uśmiechem
- Okej. Start! - Krzyknelam odpychajac się od niego i płynąc w wyznaczone miejsce. Gdzieś w połowie mnie niestety wyprzedził i płynął do końca jako pierwszy.
- To co wygrałem? - Złapał się za belkę która wystawala z wody
- Możesz dostać buziaka - Usmiechnelam sie do niego

Od Willa

- Spokojnie. - zawołałem ze śmiechem. - Przecież już nic ci nie zrobię. - podniosłem ręce w geście obronnym.
- Obiecujesz? - patrzała na mnie podejrzliwie.
- Przysięgam. - powiedziałem pewnie. - Oj no chodź. - Pokręciłem rozbawiony głową.
Ta dalej niepewna podpłynęła do mnie. Uśmiechnąłem się.
- Will niee! - jęknęła.
- Ale co? Przecież nic ci juz nie robie. - parsknalem śmiechem. - Wiesz, przykro mi, że mi nie ufasz... - udałem smutek.

Tai?

Od Taigi

Zasmialam się widząc jak woda wylądowała na nim. Nie planowałam tego ale wyszło świetnie. Może nie było to wiele, ale mnie rozbawilo
- Dobrze Ci tak - Pokazałam mu język
- Dobrze? Podniósł jedna brew A ja pewnie skinelam glowa z uśmiechem. Bez słów wstał i podniósł mnie na tak zwaną księżniczkę i szedł w kierunku wody. Moje krzyki i błagania nic nie dały. Uparcie szedł coraz glebiej do jeziora. W koncu oboje byliśmy zamoczeni, nawet jego pies wskoczył za nami gdy się zorientował gdzie jesteśmy.
- O Ty! - Ochlapalam go wodą. Przeczesal dłonią mokre już włosy, patrząc na mnie z lobuzerskim uśmiechem - Nawet o tym nie myśl - Zaczelam się cofać żeby tylko mnie nie dopadł - Will ja nie chce mieć mokrych włosów! - Krzyknelam wręcz uciekając od niego

Od Willa

- Świat potrafi zaskakiwać. - uśmiechnąłem się rozsmarowując preparat na jej plecach.
Kiedy skończyłem, również się położyłem. Założyłem okulary przeciwsłoneczne i zamknąłem oczy. Podczas tego rozmawialiśmy na luźne tematy i cieszyliśmy swoją obecnością.
W końcu jednak znudziło mi się leżenie i siadłem przeciągając się.
- Idziemy do wody? - spytałem.
- Zaraz. - zamruczała zadowolona.
Wziąłem plastikowy kubeczek i ruszyłem w stronę wody, nabrałem w niego trochę cieczy i wróciłem do Tai, przykucnąłem przy niej i wylałem troszkę na jej nogę i brzuch. Od razu się podniosła, ściągnęła okulary i zabiła mnie wzrokiem. Uśmiechnąłem się a ona wtedy uderzyła kubek, który trzymałem w dłoni, powodując że reszta zawartości znalazła się na mnie. Zaśmiałem się lekko siadając na piasku.

Tai?

Od Taigi

- Jak tutaj ładnie - Usmiechnelam sie ściągając swoje ubrania pod którymi miałam czarny strój kąpielowy. Na nosy założyłam jeszcze okulary przeciwsłoneczne i wygodnie położyłam się na jednym z kocy.
- Powinnaś się czymś posmarować bo się spalisz - Will rzucił w moja stronę torbę.
- Dobra, dobra - Zaczelam pryskac całe swoje ciało - Jak się poloze na brzuchu to mi pomożesz? - Usmiechnelam sie niewinnie
- No pewnie - Z uśmiechem kucnal obok mnie. Podalam mu spray, kładąc się tak jak mówiłam wcześniej
- Znasz fajne miejsce, niby Stare A jest tutaj tak pięknie - Spojrzałam na psa który zajął się obgryzaniem znalezionego patyka
- Mało kto wie, że dzikie plaże są o wiele lepsze niż te główne
- Sama o tym nie wiedziałam - Przyznalam czując jego ciepłe dłonie na swojej skórze

Od Willa

- Jasne, dobry pomysł. - uśmiechnąłem się lekko.
Nie musiałem na nią długo czekać, zabrała klucze i wyszliśmy z domu. Pojechaliśmy jeszcze do mnie, założyłem szybko kąpielówki i znów wciągnąłem na nie spodnie. Do torby sportowej spakowałem koc, ręcznik. Wziąłem też smycz Quebo, wiem że lubi wodę i na pewno chętnie popływa z nami. Po kilku minutach byłem już gotowy. We trzech wpakowaliśmy się do samochodu, pojechaliśmy do sklepu. Kupiliśmy różne przekąski, napoje oraz pianki, liczyłem na to, że może uda nam się zrobić ognisko gdy się ściemni.
Jako że na głównej plaży było masa ludzi, poprowadziłem Tai na trochę mniej znaną plażę. Niby dzika, jednak znacznie czystsza niż główna, to samo było z wodą - niezwykle przejrzysta. Był tu też stary pomost, miał kilka dziur, wiadomo - nie był idealny jednak  na pewno nie zawali się pod naszym ciężarem. Rozłożyłem koc i ściągnąłem spodnie oraz koszulkę zostając w samych kąpielówkach.

Tai?

Od Taigi

- Długo nie mogłam zasnąć a później obudził mnie mój wspollokator chcący się najeść - Usmiechnelam sie do niego delikatnie - A jak było u Ciebie?
- Też nie mogłem zasnąć a obudził mnie sms od Ciebie - Zasmial się cicho
- Myślałam że już nie śpisz - Usmiechnelam sie przepraszajaco na co tylko pomachal ręka
- I tak był czas aby wstać, także nic się nie stało - Zapewnił - Słuchaj jest ładna pogoda może wybierzemy się nad jezioro? - Zaproponował na co się Usmiechnelam promienie
- Pewnie, dawno już nie plywalam. Pójdę się tylko spakować poczekasz?
- Tak ja tylko wezmę kapielowi i ręcznik to tam kilka sekund - Oparł się wygodnie o kapane
- Okej to spakuje wszystko a po drodze wjedziemy do sklepu po coś do picia i może jakieś przekąski

Od Willa

Uśmiechnąłem się łapiąc za widelec. Nabrałem na niego trochę zapiekanki i włożyłem do ust. Tai patrzała na mnie wyczekująco.
- Bardzo dobre, nie wiem czemu twierdzisz, że nie umiesz gotować. - stwierdziłem biorąc łyk soku.
- Nie jest złe, ale bez przesady. - parsknęła śmiechem.
Pokręciłem lekko głową i jadłem dalej. Zjadłem wszystko, naprawdę mi smakowało i nie mówiłem tego tylko dlatego, żeby nie było jej przykro. Kiedy i ona skończyła jeść, pomogłem jej zmywać a później już usiedliśmy na kanapie.
- Jak minęła noc? - spytałem głaszcząc ją po dłoni i uśmiechając lekko.

Tai?

Od Taigi

Otworzyłam drzwi z uśmiechem a gdy zobaczyłam bukiet róż zrobił się on jeszcze większy
- Nie musiałeś - Wpuscilam go do środka przyjmując kwiaty
- Ale chciałem, podobają Ci się?
- Tak są piękne. Dziękuję. Siadaj zaraz podam obiad, zrobiłam zapiekankę makaronowa myślę że ciężko to zepsuć - Zasmialam się cicho szukając po szafkach jakiegos wazonu. Kiedy odłożyłam już kwiaty i umylam rece zaczęłam nakładać to co miało przypominać zapiekanke
- Pachnie ładnie - Uśmiechnął się do nie widząc najwyraźniej moją minę
- Jak Ci nie będzie smakować to powiedz zamowimy coś wtedy, nie zmuszaj się na siłę - Postawiłam przed nim talerzyk i nalalam soku
- Musisz uwierzyć w swoje umiejętności
- Ale ich brak - Zasmialam się kładąc dłoń na widelcu - No to teraz się okaże czy jest to w ogóle jadalne

sobota, 11 listopada 2017

Od Willa

obudził mnie sms. no tak, tak to się śpi jeśli zaśnie się dopiero w środku nocy. Zaspany podniosłem telefon i odczytałem sms, po którym lekko się uśmiechnąłem.
- Na pewno będzie pyszne, chętnie wpadnę. - odpisałem od razu.
- To czekam tak o 14:30 ;)
Spojrzałem na godzinę, dochodziła już 10. Ziewnąłem i niechętnie wygrzebałem się z łóżka, po tym od razu poszedłem wziąć prysznic. Właściwie do tej 14 czas zleciał mi niemożlwie szybko... w końcu zacząłem zbierać się do Tai. Wsiadłem w samochód i pojechałem pod jej dom, gdzie byłem już po kilku minutach. Po drodze kupiłem bukiet kwiatów, które myślę że spodobają się Tai. Schowałem bukiet za plecy i zapukałem do drzwi jej mieszkania, nie musiałem czekać długo aż mi otworzy.

Tai?

Od Taigi

- Nie wiem czemu nie powiedziałeś tego wcześniej. Tez Cię kocham i pewnie że chce żebyśmy byli razem - Wstałam i podnioslam się na palcach aby moc doaiegnac jego ust - To do jutra?
- Do jutra Tai- Jeszcze na pożegnanie przytulił mnie wychodząc z mieszkania. Zamknelam za nim i udałam się pod prysznic. Cały czas czułam jego ciepło i niesamowitą radość. Ledwo co udało mi się zasnąć tej nocy.
Obudzilo mnie dziwne uczucie na policzku. Gdy otworzyłam oczy spostrzeglam kocura który namiętnie mnie lizal. No tak czas na śniadanie. Od samego rana chodziłam uśmiechnięta. Nie moglam sie doczekac kolejnej wizyty Willa
- Hej to może wpadniesz na obiad? Spróbuję zrobić coś jadalnego - wysłałam mu smsa z uśmiechem, zabierając się za śniadanie które składało się z czekoladowych płatków i mleka

Od Willa

Spojrzałem na nią, puściłem klamkę i lekko splotłem nasze palce.
- A co chcesz, zeby było? - spytałem.
- Tym razem to ja pierwsza spytałam i oczekuję odpowiedzi. - stwierdziła.
- No tak... - Uśmiechnąłem się lekko i pogłaksałem ją kciukiem po dłoni. - Nie wiem dokładnie co czujesz... ale jesli chodzi o mnie... jesteś dla mnie bardzo ważna, od dłuższego czasu. Przyjaźń przestała mi wystarczać... patrząc w twoje oczy, stojąc z tobą przy twoich rodzicach czułem dziwną... złość, że nie mogę powiedzieć, że jesteśmy razem. No... kocham cię i... chciałbym z tobą być... - cały czas jej się dokładnie przyglądałem, chcąc wybadać jakiekolwiek grunt.

Tai?

Od Taigi

Oddałam mu pocałunek z jeszcze większa namietnoscia. Nie moglam sie od niego oderwać. Było mi tak dobrze, miał tak miękkie usta. Ułożył jedna dłoń na mojej tali nieco się nachylajac tak że byłam w pozycji pół leżącej. Dopiero po chwili zorientowałam się ze jestem w samym szlafroku, a dokładnie wtedy gdy delikatnie się osunal.
- Nie chce tego przerywać Ale moje ubrania niezbyt do tego pasują - Przykryłam się szlafrokiem z uśmiechem
- Ach bo Ty... - Spojrzał w dół podnosząc się - Przepraszam, nie wiedziałem - Delikatnie się uśmiechnął
- To nic, spokojnie
- Powinienem już jechać... Wpaść jutro- Podniósł jedna brew
- Jestem za... Jeśli chcesz
- Pewnie
Założył na siebie marynarkę i zanim wyszedł zlapalam go jeszcze za rękę
- Will... Co jest między nami?

Od Willa

Patrzałem na nią uważnie, cały czas głaszcząc ją po plecach. Nic nie mówiłem, powoli, dokładnie analizowałem każde jej słowo. Nie chciałem jej przypadkowo źle zrozumieć. Jak na razie chyba dobrze mi idzie?
- Po tym, jak wtedy nagle sobie poszłaś mówiąc, że za dużo wina... gdybym też nie wypił prawdopodobne drugi raz bym nie przyszedł... bałbym się, że wcale tego nie chciałaś i bylo to działanie alkoholu. - powiedziałem. - Ale teraz ani wtedy ani trochę nie żałowałem. - stwierdziłem pewnie.
Po chwili ciszy ściągnąłem dłoń z jej pleców, Położyłem ją na jej policzku i znów złączyłem nasze usta w pocałunku.

Tai?

Od Taigi

Spojrzałam na niego po czym wróciłam wzrokiem do ściany na która patrzyłam od jakiegoś czasu. Nie wiedziałam co odpowiedzieć, chociaż nie wiedziałam, ale nie miałam pojęcia jak on sam zareaguje. W końcu wziąłem głęboki oddech
- Wolałabym najpierw poznać Twoją opinię
- Pierwszy zapytalem więc proszę odpowiedz - Spojrzał na mnie
- Nie. Nie chce, lubię Cię bardziej niż przyjaciela, a ten pocałunek był dla mnie... Ważny... Zwłaszcza jak przyszedłeś i sam... Wolałam milczeć żeby nie stracić Cię chociaż jako przyjaciela. Wolałam żyć z Tobą nawet jeśli cały czas byłabym obok

Od Willa

- Słuchać czy może raczej mówić, że to błąd? - patrzałem na nią uważnie. Milczała. - Tai...  po prostu to powiedz. Sorry Will, ale to był błąd. Troszkę za dużo wypiłam i wyszło tak a nie inaczej.
- Nie, nie rozumiesz. - przejechała dłonią po twarzy.
- Właśnie, nie rozumiem. - westchnąłem. - Czemu zakładasz z góry, co ktoś czuje? - ona tylko schowała twarz w dłonie, westchnąłem i przysunąłem się bliżej niej. - Dobrze, spokojnie. Jak rozumiem, wolisz żeby zostało tak, jak było? - spytałem głaszcząc ją po plecach.
Szczerze liczyłem na odpowiedź nie, jednak wiedziałem, że nie mogę sobie robić zbyt dużych nadziei. Nie lubię później tego rozczarowania. Ech, chyba musze się nauczyć z tym radzić.

Tai?

Od Taigi

Nie wiedziałam czy spojrzeć na niego czy nie patrzeć czy może też po prostu wstać i udać że przecież to nic takiego.
- Nie wiem jak Ci to wyjaśnić - Westchnelam - Po prostu myślałam ze jak Ci powiem ze było mi miło wtedy i pomimo sytuacji brałam to na poważnie - Wyjasnilam
- Dlatego wolalas udawać? Myślałaś ze dla mnie była to chwila uniesienia? - Oparł się i pomimo iż siedziałam do niego bokiem to wiedziałam ze na mnie patrzy, czułam to.
- Tak... Stwierdziłam że lepiej udawać zanik pamięci niż słuchać ze to był błąd czy coś w tym stylu - Wzruszylam ramionami - Oto cała prawda

Od Willa

Oblizałem delikatnie usta, patrząc na nią. A w sumie dokładnie na tył jej głowy, ponieważ siedziała na kanapie a ja stałem przy drzwiach. Niepewnie podszedłem bliżej kanapy, aż w końcu usiadłem obok niej.
- To znaczy że... - przejechałem dłonią po włosach. - Wolisz o tym zapomnieć?
- A ty? - spojrzała na mnie uważnie.
Też na nią spojrzałem, zastanawiając się chwilę, w końcu pokręciłem przecząco głową. Może mi się wydaje, ale chyba wolała uniknąć odpowiedzi. Westchnąłem lekko zastanawiając się, co teraz powiedzieć.
- Nie... nie odrzuciłbym cię. - powiedziałem bawiąc się dłońmi. Zawsze tak robię w chwili, gdy się denerwuję.

Tai?

Od Taigi

Niepewnie się Usmiechnelam i uscisnelam jego dłon. Staliśmy tak przez dłuższą chwilę wpatrując się w wodę, Było zimno ale przyjemnie i pomimo za duzych spodni które ze mnie spadały to byłam zadowolona z tego spaceru.
- Tai... Nie byłem z Tobą szczery, tego wieczoru co śpiewaliśmy...
- Zimno się zrobiło co nie? - Spojrzałam na niego z lekkim uśmiechem. - Jedziemy?
- Emm... No dobra - Zawrocil wciąż trzymając mnie za dłoń. Przez całą drogę jechaliśmy w ciszy.
- Może wejdziesz? Zaraz się przebiore i oddam Ci ciuchy, mogą być dla Ciebie ważne
- Nie spokojnie, możesz mi je dac później
- Jednak nalegam - Spojrzałam na niego poważnie przez co się zgodził. Weszłam do łazienki gdzie sciagnelam jego ciuchy zakładając szlafrok. Oddałam mu je i oparlam się o kanapę - Ja też nie byłam szczera - Westchnelam
- To znaczy?
- Pamiętam wszystko z tamtej nocy - Odworcilam wzrok - Nie chciałam Cię oklamac czy też oszukać. Po prostu bałam się ze będziesz chciał o tym gadać, a na pewno być chciał... Bałam się odrzucenia A bardzo dobrze czuję się w Twoim towarzystwie i nie chce tego zepsuć - Przygryzlam delikatnie warge wciąż patrząc w jakiś ciemny kąt

Od Willa

- Nie podglądam, przecież stoję tyłem. - uśmiechnąłem się pod nosem.
Tak naprawdę kilka razy uciekło mi oko w stronę lusterka bocznego, w którym momentami było widać dziewczynę. W końcu jednak wyszła, a jako że była jedynie w krótkim rękawku znów okryłem ją marynarką.
- Może się przejdziemy? - zaproponowałem.
- Czemu nie. - uśmiechnęła się.
Zamknąłem znów auto i ruszyliśmy na wolny spacer koło jeziora. Księżyc odbijał się od tafli wody, na której były bardzo delikatne fale. Trzcina delikatnie szeleściła, jak na wieczory przystało było chłodno, ale nie zimno. Jedną dłoń trzymałem w kieszeni, patrzałem w ziemię a wolną dłonią delikatnie złapałem. jej.


Tai?

Od Taigi

Zamoczylam frytke w sosie i włożyłam ją do ust.
- Mam nadzieję ze mama nie mówiła nic dziwnego. Mam ten talent po niej - Westchnelam na co się tylko uśmiechnął.
- Nie spokojnie. To co może pójdziemy jeszcze potańczyć?
Impreza trwała w najlepsze. Po trzech godzinach ponownie podali ciepłe jedzenie. Mój brat z ojcem świetnie się bawili przy jakimś alkoholu, podczas gdy jego narzeczona plotkowala z moja mama. Szliśmy do stolika gdy nagle ktoś na mnie wpadł. Biała sukienka w połowie zamieniła się w czerwoną przez wino.
- Oj Tai nie chciałam! - Krzyknęła siostra mojej mamy na co tylko westchnelam
- Nic się nie stało ciociu, pójdę coś z tym zrobić. Mogłabym Cię prosić żebyś przyniósł mi torebkę? - Zwróciłam się do chłopaka na co skinal glowa. W łazience próbowałam to zmyć, ale nie mogłam, dodatkowo przez plamę zaczęło mi się robić zimno. Nienawidzę gdy coś się do mnie klei.
- Mogę? - Usłyszałam pukanie i głos Willa
- Wiesz... Nie wiem czy nie lepiej będzie wrócić. I tak jest późno a ja z tym chodzić nie mogę - Wyszłam z łazienki ukazując jeszcze bardziej rozmazana plane
- To Twoja decyzja, jeśli chcesz to nie widzę problemu
- Chyba tak, czulabym się źle siedząc w takiej sukience - Westchnelam. Will oslonil mnie swoją marynarką. Poszliśmy się pożegnać i wsiedliśmy do samochodu.
- To może głupie ale w bagażniku mam ciuchy do pracy. Dżinsy i koszulkę policyjną, jeśli chciałabyś się szybko przebrać...
- Uratowalbys mnie tym - Usmiechnelam sie.
Po kilku minutach miałam w rękach jego ubrania. Zgasilam światło w samochodzie i zaczęłam się przebierać. Gdy sciagnelam mokra sukienkę, rzuciłam w niego marynarka ze śmiechem
- Nie podgladaj mnie - wciąż się śmiejąc założyłam koszulkę - Trochę duże, ale dużo lepsze niż moja sukienka w tej chwili

Od Willa

Spojrzałem na kobietę, a następnie na Tai, ta westchnęła.
- Pójdę po frytki do innego stolika. - powiedziała. - Też chcesz? To wezmę więcej - spytała, a ja przytaknąłem.
Tai wzięła swój talerz i poszła, a ja zostałem sam z jej mamą, usiadłem na swoim miejscu, akurat obok niej.
- Od jak dawna jesteście razem? - spytała.
- Nie jesteśmy razem... - wyjaśniłem.
- Ojejku, a to niby dlaczego? Przecież idealnie do siebie pasujecie! - stwierdziła.
Spojrzałem na dziewczynę, która nakładała frytki niedaleko.
- Ona traktuje mnie tylko jak przyjaciela. Nie spojrzałaby na mnie inaczej. - stwierdziłem.
Ta jedynie uśmiechnęła się dziwnie, przez co zmarszczyłem lekko brwi a ona wtedy wstała.
- Nie martw się, jeszcze przyjdzie czas. - pogłaskała mnie po plecach i poszła do męża, chwilę później wróciła Tai, postawiła między nami talerz z frytkami.
Zabrałem jedną i zjadłem ze smakiem.

Tai?

Od Taigi

- Mamo - Mruknelam do niej oglądając sie za siebie aby spojrzeć czy już odszedł aby odebrać telefon
- No co? Przecież miłość to piękna rzecz - Spojrzała na mnie z niezrozumieniem.
- Ale my nie jesteśmy parą - Westchnelam
- Dlaczego?! Jest taki miły, ma dobrą pracę i samochód idealna partia!
- Mamo ciii... Proszę - Spojrzałam na nią z powagą
- Ojejku czemu mu nie powiedzialas co czujesz? Wiesz ze mozesz zrobic najwiekszy blad swojego życia? - Złapała mnie za rękę
- Nie ważne. Dla niego jestem przyjaciółką - Poslalam swój wzrok na ziemię ale zaraz go podnioslam - idę dokonczyc frytki póki sa ciepłe - Zlapalam za swój talerz gdy Will do nas wrócił - Coś poważnego?
- Nie to nic takiego, nie martw sie - Uśmiechnął sie
- W ogóle Willus muszę Ci podziekowac wiem że miałeś Taigusie na oku gdy ten zbir ją napadł. Dobrze ze go złapali, moje biedne dziecko, a zawsze jej mówiłam że ma się nie pchać tam gdzie jej nie chcą ale nie ta swoje

Od Willa

Uśmiechnąłem się. Naprawdę podziwiałem jej apetyt. Ja chyba nie mógłbym aż tyle zjeść. Mimo to i tak ma świetną sylwetkę. Niczego jej nie brakuje, ma piękne oczy... z zamyślenia wyrwał mnie głos jej mamy, która niespodziewanie dosiadła się obok mnie. Tai spojrzała na nią, ją również. Uśmiechnęła się do nas, miała coś powiedzieć jednak przeszkodził jej mój telefon.
- Przepraszam bardzo. - wyjąłem telefon z kieszeni i sprawdziłem, kto dzwoni. - Przepraszam, muszę odebrać... to z komendy, ważne. - powiedziałem przepraszająco.
Wstałem i wyszedłem z pomieszczenia odbierając.
W tym czasie mama Tai złapała ją za ręce.
- A więc policjant. - uśmiechnęła się. - Cieszę się, że znalazłaś sobie kogoś. Wygląda na odpowiedzialnego i miłego, poza tym... widać że patrzy na ciebie ze szczerą miłością. - uśmiechnęła sie.

Tai?

Od Taigi

- No widzisz, może nie jestem dobra kucharka ale wiem co dobre - Usmiechnelam sie do niego. Zajelam się jedzeniem i piciem. Oczywiście nie piłam za wiele wina by znowu mnie nie poniosło lub żebym przez przypadek nie powiedziała tego co tak bardzo staram się ukryć.
- Jesz jak za dwóch Ty w ciąży jesteś czy co? - Mój kochany braciszek trącił mnie łokciem za co wręcz go zaczęłam zabijać wzrokiem
- Ta bo ja wiatropylna jestem - Przewrocilam oczami - Zajmij się swoim talerzem - Zgarnelam mu frytki sprzed nosa i prakycznie wszystkie włożyłam na swój talerz, zostawiając doslownie dwie czy trzy sztuki. - Chcesz? - Usmiechnelam sie do Willa, biorąc do ust jedna z nich.
- Nie dzięki, najadlem się. Za to Tobie dalej dopisuje apetyt - Zasmial się lekko
- Mówiłam już, nie jestem dobrą kucharka i dawno nie jadłam takich pyszności. Jak pracowałam to jadłam w restauracji, tylko dla tego pysznego jedzenia tam pracuje - Zasmialam się cicho

piątek, 10 listopada 2017

od Willa

- Jasne, poprzednie danie było bardzo dobre. - uśmiechnąłem się.
Tai również się uśmiechnęła i pociągnęła nas w stronę stolu, usiedliśmy na naszych miejscach. Przyszedł również jej brat z narzeczoną.
- I jak tam taniec? - Chłopak poklepał mnie po ramieniu.
-W porządku. - odparłem kierując na niego wzrok.
Ten się uśmiechnął i mrugnął do mnie znacząco, na co lekko zmarszczyłem brwi jako że nie rozumiałem. Nie miałem jednak czasu na zastanawianie się nad tym gdyż kelnerzy i kelnerki przyniosły drugie danie. Były to frytki lub ziemniaki oraz kilka rodzajów mięs również do wyboru. Poza tym różne surówki, warzywa a do tego wino lub szampan czy też inne napoje czy trunki.
- Mmm, koniecznie posmakuj tego. - nałożyła mi na talerz trochę pewnej potrawy.
Oparła się o moje ramię czekając na relację, zjadłem trochę.
- Mmm bardzo smaczne. - przyznałem z uśmiechem.

tai?

Od Taigi

- Wielkie dzięki - Usmiechnelam sie do niego. Jak zawsze bywa na takich uroczystościach najpierw była zapowiedź dlaczego tu jesteśmy ile to moi rodzice są sobą już nie są. Różne anegdoty i miłości, przetrwaniu, zaufaniu. Robiło mi się głupio gdy tego wszystkiego słuchałam. Zawsze wszystkim powtarzałem że szczerość to podstawa A teraz sama nie umiem być szczerą... nawet ze sobą. Następnie dostaliśmy pierwsze danie mianowicie pyszną zupę krem ze szparagów z grzankami. Nom zdążyłam ja zjeść rozbrzmiala muzyka, niektórzy wstali aby z tego skorzystać inni natomiast dalej siedzieli.
- Masz ochotę? - Podał mi rękę na co skinelam glowa. Nie byliśmy na środku małego parkietu co było mi  bardzo na rękę.
- Mam nadzieję ze za bardzo się nie męczysz - Usmiechnelam sie delikatnie.
- No co Ty. Masz sympatyczna rodzinę i zapowiada się miły wieczór - Odwzajemnil mój uśmiech.
- Wywiad z mamą masz już za sobą a tego najbardziej się bałam - Zasmialam się cicho - W sumie trochę ją uspokoiles. Nigdy nikogo nie przyprowadzalam do domu a tym bardziej na takie imprezy, pewnie myślała że wolę dziewczyny
- Nigdy? - Podniósł jedna brew zaskoczony.
- Nie... Jakoś... Nie czułam takiej potrzeby - Wzruszylam ramionami - Zaraz będzie danie główne idziemy?

Od Willa

- Tak... cześć, Will. - odwzajemniłem uśmiech i uścisnąłem jego dłoń, a później lżej dłoń jego narzeczonej i usiadłem obok Tai.
Podczas gdy ona rozmawiała o czymś z bratem, ja rozglądnąłem się po sali. Było tu skromnie, jednak naprawdę cudownie... pięknie było wszystko przygotowane i pachniało pysznym jedzeniem. Tak jak Tai mówiła, nie było dużo osób. Można by to określić właściwie małym weselem. Trochę taki przypominał, brakowało jedynie białej sukni u panny młodej. Nagle dziewczyna szturchnęła mnie ramieniem, spojrzałem na nią.
- Pójdę do toalety, przypilnujesz torebki? - spytała.
- Jasne. - wziąłem ją od niej.
Dziewczyna zniknęła, a wtedy jej brat zaczął rozmowę ze mną.
- A więc, jak długo jesteś już z moją siostrą? - spytał.
Kurcze... mam nadzieję że nie popsuję żadnego planu Tai, jeśli powiem, że nie jesteśmy razem?
- Nie jesteśmy razem. - uśmiechnąłem się jednak smutno. On chyba niestety to poznał i zaśmiał się krótko.
- To na co czekasz? - zapytał, a ja spojrzałem na niego lekko niezrozumiale.
- Traktuje mnie tylko jak przyjaciela, raczej tak już zostanie. - wyjaśniłem tym razem starając się dokładnie schować wszelkie uczucia, aby nie drążył tematu.
- No dobra.... chociaż myślę że się mylisz. - wzruszył ramionami i wziął łyka szampana.
Nie kontynuowałem dalszej rozmowy, nie widziałem w tym sensu - wiedziałem jak jest, on mógł różne rzeczy myśleć, niby to jego siostra jednak jestem niemal pewien, że nigdy nie spojrzałaby na mnie tak... inaczej, niż jak na przyjaciela. W końcu wróciła i oddałem jej torebkę.

Tai?

Od Taigi

- Oj jestem tego pewna - Usmiechnelam sie do niego, obejmując jego ramię. Weszliśmy do środka, gdzie była już najbliższa rodzina. Od razu udaliśmy się do moich rodziców. Will wręczył im bukiet kwiatów A ja podałam opakowanie z prezentem ode mnie.
- Dlaczego nic nie mowialas ze masz chlopaka?! W końcu jakiś ładny młodzieniec i wygląda na rozgarnietego - Moja mama oczywiście zaczęła go całego oglądać zaczynajac swój wywiad.
- Daj spokój młodym, przyszli kolejni goście. Siadajcie obok Toshiego, jeszcze będzie okazja aby porozmawiać
Szybko ucieklam od nich z Willem spadając obok brata, który śmiał się z całej tej sytuacji.
- My się chyba nie znamy. Toshiro, starszy brat tej małpy, a to moja narzeczona Lily - Podał mu dłoń z uśmiechem

Od Willa

Lekko przytaknąłem i patrzałem na nią, jak zamyka drzwi. Mówiła, że nie muszę ubierać garnituru, ale skoro to rocznica, trzeba ubrać coś bardziej eleganckiego. Dlatego postałem na czarne jeansy, koszulę oraz marynarkę. Niby nie bardzo elegancko ale też nie za mało - idealnie moim zdaniem. Kiedy zamknęła drzwi, wyszliśmy na dół gdzie stał mój samochód. Wsiedliśmy do niego i pojechaliśmy w miejsce, gdzie miała odbyć się rocznica.
Był to nieduży lokal, jednak niezwykle urokliwy w atrakcyjnym i przepięknym miejscu przy jeziorze. Na parkingu było już kilka aut, a więc zaparkowałem wśród nich. Wysiedliśmy z samochodu, zamknąłem go specjalnym przyciskiem, którego po naciśnięciu samochód zamrugał światłami.
- Mam nadzieję ze choć trochę mnie polubią. - uśmiechnąłem się lekko "podając" jej ramię.

Tai?

Od Taigi

Przez następne dni starałam się nie myśleć o tym co się stało. To straszne ale im bardziej tego nie chciałam tym było gorzej. Sprzatalam, gotowałam i robiłam inne pierdoly żeby tylko zająć czymś swoje myśli. W końcu nastał czas na wyjechanie do rodziców. Ubralam się w Biała sukienkę i niewielkie szpilki. Włosy rozpuscilam i pomalowalam się delikatnie. Konczylam pryskac się perfumem gdy usłyszałam dzwonek. Otworzyłam Willowi z uśmiechem.
- Ślicznie wyglądasz - Uśmiechnął się do mnie co odwzajemnilam
- Dziękuję Ty też się wystoiles. Wezmę tylko torebkę i możemy już iść - Poszłam do sypialni gdzie wisiała na krześle.
- To co możemy jechać? - Oparł się o futryne a ja wyszłam do niego
- Owszem. Zamykam drzwi i możemy iść

Od Willa

Kiedy zamknąłem za sobą drzwi odetchnąłem ciężko, będzie trzeba jakoś odsunąć od siebie te myśli z wczoraj inaczej przepierdzielę cały dzień i każdy następny. Przeczesałem włosy dłonią, po chwili wsiadłem w samochód i pojechałem pierw do siebie. Od razu wyprowadziłem Quebo na spacer, aby załatwił swoje potrzeby. Gdy wróciliśmy on pałaszował swoje śniadanie, a ja poszedłem wziąć prysznic i się przebrać. Niestety później nie miałem dużo czasu, gdyż musiałem jechać na komendę.
Nasz dziwak siedział w izolatce, na kamerach można było widać podrapane ściany, najczęściej siedział w rogu niewielkiego pomieszczenia, z ust kapała mu piana, oczy miał czerwone - wyglądał okropnie i przerażająco. Odkąd go zamknęliśmy, w mieście jest niby spokojniej, jednak ja dalej odczuwam pewien niepokój. Po prostu czuję, że to nie koniec piekła, jakie nam zgotują. Mam nadzieje ze nie dojdzie do tego, że będę musiał się stąd wynieść... cholera, wiedziałem że popełnię ten błąd. Przywiązałem się do tej dziewczyny i teraz będę miał same problemy. Czemu serce nie sługa... westchnąłem ciężko.
Cały dzień minął mi monotonnie, jedynie mieliśmy ćwiczenia ze strzelania w nogi czy w ramiona, później puścili nas do domu. Będąc już u siebie rzuciłem się padnięty na łóżko. Niby nic wielkiego nie robiłem, jednak czułem wewnętrzne zmęczenie. Na ustach cały czas czułem miękkie usta Tai i to mnie denerwowało. Dlaczego ta myśl mnie prześladuje? Cholera... ja chyba nie... zakochałem się?


tai?

Od Taigi

- Jestem kiepską tancerka, no chyba ze będziesz prowadzić wtedy oboje możemy przeżyć - Mrugnelam do niego na co sie uśmiechnął
- Nie ma problemu. Poradzimy sobie
- Ufam Ci - Dokonczylam gofra napelniajac miske kocurowi.
- Fajnie że się wczoraj spotkaliśmy, muszę już uciekać do siebie też muszę kogoś nakarmić i powinienem się stawić na policji - Westchnął
- Jasne rozumiem też mi się podobało, musimy powtórzyć karaoke - Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę co powiedziałam, ale mimo to się Usmiechnelam niewinnie
- Pewnie. Do zobaczenia w piątek - Uśmiechnął się co odwzajemnilam.
Jak wyszedł odetchnelam. Mam nadzieję ze on również nic nie pamięta i pomimo iż chciałabym to powtórzyć to za bardzo się boję. Tak będzie lepiej, dla nas obojga

Od Willa

- Jasne, myślę, że nie będzie robić mi to problemu. - stwierdziłem z delikatnym uśmiechem.
Czułem się dziwnie kolejny raz powstrzymując się o rozmowy o tym, co się wczoraj stało a ona nie pamięta. Może to lepiej? Bo ona na pewno czułaby duże zakłopotanie i bałem się, że w ogóle oddali się ode mnie. Tego bym nie przeżył. Na pewno nie.
- Ale chyba trochę potańczymy wtedy, co? - uśmiechnąłem się lekko przejeżdżając palcem po jej ramieniu.
- No nie wiem, będziesz miał posiniaczone stopy. - zaśmiała się delikatnie.
- Bez przesady, będzie dobrze. - stwierdziłem z lekkim uśmiechem.

Tai?

Od Taigi

- Pycha! - Usmiechnelam sie zadowolona oblizujac usta - Jesteś świetnym kucharzem chyba będę częściej Cię wykorzystywać w gotowaniu - Pokazałam mu czubek języka
- Dziękuję, to nic wielkiego
- Nawet nie wiedziałam ze mam takie składniki w domu. Pamiętasz że za trzy dni jest rocznica moich rodziców? - Zapytałam niepewnie. Starałam się trzymać swojego planu Ale nie sądziłam ze będzie to aż tak ciężkie
- Tak pewnie - Uśmiechnął się miło - Będę przed 19
- Super. Cieszę się że ze mną jedziesz i nie przejmuj się komentarzami mojej rodziny - Machnelam ręką popijając swoje gofry
- Jakimi?
- No ze ładnie ze sobą wygladamy, kiedy ślub i takie tam - Wzruszylam ramionami

Od Willa

- Nie pamiętasz? - spytałem na nią rozczarowany, jednak starałem się je ukryć.
- No tak... a zrobiłam coś głupiego? - uśmiechnęła się lekko.
- Nie... - westchnąłem. - Kawa... już zrobiłem, śniadanie też jest na stole. - wskazałem na mebel.
Tai uśmiechnęła się i poszła usiąść, szybko zabrała się za pałaszowanie gofrów, a ja z herbatą usiadłem obok niej. No tak, mogłem się domyślić że po takiej ilości alkoholu nie będzie nic pamiętać, niepotrzebnie robiłem sobie jakiekolwiek nadzieje. Szczerze powiedziawszy mam teraz dylemat. Z jednej strony chciałbym zapomnieć, żeby pozbyć się rozczarowania ale z drugiej... nie chcę tej chwili zapomnieć bo pewnie już się nie powtórzy. Znów westchnąłem i spojrzałem na nią z delikatnym uśmiechem, aby nic nie podejrzewała.
- Smakuje? - spytałem biorąc jedno winogrono z miseczki.

Tai?

Od Taigi

Stanelam na palcach aby moc jeszcze lepiej poczuć smak jego ust. Był taki ciepły, słodki, ciągnęło mnie do niego. Im bardziej wczuwal się w pocałunek tym bardziej pragnelabym być jak najbliżej niego. Nie opieralam się wręcz przeciwnie starałam się pogłębić ten pocałunek. W końcu oderwalismy sie od siebie. Spojrzałam na niego zmieszana. Nie widziałam jak powinnam zareagować, może i jemu odbiło przez alkohol? Jest dobrym przyjacielem i nie chce tego stracić.
- Ja... W kanapie jest pościel i poduszki, dasz radę... Ja pójdę do siebie, szumi mi w głowie - Szybko ucieklam do siebie. Źle spałam, cały czas o tym myślałam. W końcu zdecydowałam ze będę udawać że nic nie pamiętam. Wolę go mieć przy sobie jako przyjaciela niż nie mieć w ogóle. Cicho wstałam i w piżamie poszłam do kuchni. Nie spodziewalam się ze Will już tam będzie.
- Jak się spało? - Zapytałam z uśmiechem.
- A dobrze, Masz wygodna kanape - niepewnie odwzajemnil uśmiech
- To dobrze, trochę przesadzilismy z winem, nic nie pamiętam po tym jak skończyliśmy śpiewać - Zasmialam się cicho - Chcesz kawy?

?

czwartek, 9 listopada 2017

Od Willa

Niby byłem zaskoczony, jednak jakoś mi to nie przeszkadzało. Nie wiem czy to przez alkohol, czy rzeczywiście tak było... W każdym razie odczuwałem pewien niedosyt. Dalej stałem w tym samym miejscu, patrząc w miejsce gdzie przed chwilą stała Tai, ciągle czułem jej ciepłe i słodkie usta na swoich. Po krótkim czasie usłyszałem też jak odkręca wodę pod prysznicem.
Otrząsnąłem się jakby z transu i przeczesałem włosy dłonią. W końcu się ruszyłem i poszedłem pod łazienkę. Cierpliwie czekałem aż wyjdzie, w końcu sie doczekałem, spojrzała na mnie dalej zmieszana.
- Przecież nic złego się nie stało... - delikatnie złapałem ją za podbródek i tym razem to ja zobaczyłem nasze usta w lekkim pocałunku.

Tai?

Od Taigi

- Niech pomyślę - Zaczęłam przeglądać wszystkie piosenki aby wybrać coś odpowiedniego - Może coś zabawnego jak... A ja lubię Twoje włosy!
- Nie kojarzę tego - Mruknął oglądając pozostałe piosenki
- Dasz radę to na serio spoko piosenki - Usmiechelam się podając mu mikrofon. Dzięki alkoholowi spiewalo mi się wyśmienicie i nawet nie zauważyłam że robie to sama. Po godzinie takich wyglupach zaczęli dobijac się do nas sąsiedzi na co zareagowalismy śmiechem.
- Chyba jest już późno - Zauważył rozbawiony
- Taaa są przewrazliwieni - Przewrocilam oczami patrząc na niego. Nigdy nie patrzyłam na niego jak na kogoś kto mógłby być moim facetem a nawet nie wiem dlaczego. Niczego mu nie brakowało byłby idealny do tej roli.
- Wszystko okej - Zbliżył się delikatnie żeby lepiej mi się przyjrzeć. Czując jego bliskość po prostu sama się zblizylam i zlaczylam nasze usta w niewinnym pocałunku. Szybko się zorientowałam o co chodzi i odskoczylam od niego.
- Z...Za dużo wina, wybacz poniosło mnie. Idę spać. Pa - Pospiesznie wstałam wręcz uciekając do łazienki

środa, 8 listopada 2017

Od Willa

- No dobra - podrapałem się po głowie. - Ale muszę trochę wypić, żebym zaśpiewał.
- Oj tam. - poszła do kuchni i po chwili wróciła z winem i kieliszkami.
Podała mi butelkę, abym otworzył korek. Nie sprawiło mi to zbyt dużego problemu. Wypilismy całą butelkę i już czułem się zupełnie odprężony.
- Zostaw kieliszki, pocałujmy się znów. - Uśmiechnąłem sie podając jej butelkę.
Tai zasmiala sie lekko i napiła z gwinta, zrobiłem to samo.
- To co, śpiewamy? Ale razem.

Od Taigi

- Oczywiście, że wolę się Ciebie pozbyć, zaraz mam drugą randkę - Powiedziałam pewnie, patrząc na zegarek, jakbym chciała obliczyć, ile zostało mi czasu.
- Druga randka? Oj to muszę się zwijać - Westchnął teatralnie na co się zaśmiałam.
- Przecież zostań, żartuje - Uśmiechnęłam się miło - Ale na film już nie mam ochoty, może porobimy coś innego?
- Jakieś pomysły?
- Na spacer już za późno, w telewizji nie ma nic ciekawego, ale.... Mam karaoke - Poruszyłam znacząco brwiami, na co parsknął śmiechem.
- Nie mówisz poważnie - Zaśmiał się
- Oj no, otworzymy wino i będziemy śpiewać - Wstałam, aby udać się do kuchni.
- Jestem samochodem, nie mogę pić - Westchnął, na co wzruszyłam ramionami
- Przecież możesz zostać u mnie na noc, kanapa jest rozkładana, nie widzę problemu

Od Willa

- Postaram się. - westchnąłem teatralnie.
Tai uśmiechnęła się, złapała za pilot i puściła zatrzymany film. Na początku nie działo się nic ciekawego, jak to zwykle bywa w filmach. Później też nie było może jakiejś zawrotnej akcji, ale można było się trochę pośmiać i nie był taki zły. Skończył się oczywiście pozytywnie.
- I co, tak strasznie było? - zaśmiała się.
- Nie. - parsknąłem śmiechem. - Nawet fajny. - przyznałem.
- No widzisz. - dźgnęła mnie delikatnie w bok z uśmiechem.
- Ej. - zaśmiałem się lekko. - Oglądniemy jeszcze coś? Czy wolisz się mnie już pozbyć? - przegryzłem lekko dolną wargę patrząc jej w oczy.

Tai?

Od Taigi

Uśmiechnęłam się delikatnie, biorąc w dłonie szklankę z sokiem.
- Baaardzo ciekawy - Zachichotałam, na co podniósł jedną brew - Tylko nie uciekaj, jak powiem... Komedie romantyczną! - Powiedziałam uniesionym dumnym głosem, co najmniej jakbym mówiła o filmie wartym kilkanaście oskarów.
- Ojejku, to może być ciekawe - Zaśmiał się nieco opierając o kanapę - Nie sądziłem, że gustujesz w takich gatunkach.
- Cóż, czasami i ja zamieniam się w typową kobietę - Wzruszyłam ramionami - To jak, zaczynamy nasz seans? - Przechyliłam głowę z uśmiechem.
- Dawaj, może jakoś to przeżyje
- Jestem pewna, że dasz radę

Od Willa

- Przeniosłem sok pomarańczowy i colę, także poproszę sok. - Uśmiechnąłem się lekko.
Tai odwzajemniła uśmiech i po chwili wróciła z kuchni z dwiema szklankami.
- A jak tam twój brzuch? - spytałem biorąc od niej szklankę.
- Już w porządku, jak wykonam jakiś gwałtowniejszy ruch zaboli ale tak to w porządku. - usiadła znów obok mnie.
- To dobrze - Uśmiechnąłem się lekko.
Zjadłem jedną z sajgonek, były naprawdę smaczne.
- A więc jaki film tam przygotowałaś? - spytałem nie pozbywając się uśmiechu

Tai?

Od Taigi

Słysząc jego słowa i widząc uśmiech na twarzy, poczułam jak się rumienie. Szybko odpowiedziałam, że dziękuje i zaprosiłam go do środka. Wszedł do salonu, gdzie wszystko już było na stole.
- Pójdę podgrzać sajgonki - Z uśmiechem weszłam do kuchni. Wyszłam po chwili widząc, jak kocur syczy na Willa, ten próbował go udobruchać, ale nie wiedział o co mu chodzi. Zaśmiałam się cicho pod nosem, odkładając ciepłe danie na stole.
- Chyba mnie nie lubi - Mruknął
- Nie lubi, że siedzisz na jego miejscu. To jest jego fotel, co nie kocurze? - Pogłaskałam go za uchem. Will szybko przesiadł się na kanapę obok mnie, a czarny kot wskoczył na swój koc, gdzie się wygodnie ułożył.
- Nie ma imienia? - Zapytał po chwili, na co spojrzałam na niego zaskoczona, maczając swojego sajgonka z sosie.
- Oczywiście, że ma. To kocur - Ugryzłam kawałek, oblizując usta - Jest znajdą. Najpierw kręcił się wokół mojego okna, wołałam na niego kocur, po jakimś czasie zorientowałam się, że jest bezdomny, to zaczęłam go dokarmiać. Spodobało mu się to i się wprowadził - Uśmiechnęłam się - Coli, wody, soku?

Od Willa

- Popcorn, sajgonki, dobry film powiadasz?
- Zgadza sie. - niemal słyszałem jej uśmiech.
- No jasne, chętnie wpadnę. - Uśmiechnąłem się pod nosem. - O której mam być?
- Nawet i zaraz. - odparła bez większego zastanowienia.
- Okej, więc bede tak mniej więcej za pół godziny.
- Dobra, to czekam! - po tych słowach rozłączyła się.
Odłożyłem telefon i poszedłem wziąć naprawdę szybki prysznic, przebrałem się i wyszedłem z domu. W drodze do Tai wstąpiłem do sklepu aby kupić coś do picia, jakieś przekąski. Nie chciałem przyjść z pustą ręką.
Wyrobiłam się w 20 minut, Zapukałem do drzwi a po krótkiej chwili otworzyła mi Tai z uśmiechem.
- Muszę przyznać, strasznie stęskniłem się za tobą i twoim uśmiechem.

Tai?

Od Taigi

- Mam nadzieję, że teraz jesteś najedzona - Uśmiechnął się, na co skinęłam głową dopijając swój sok.
- Oj tak, najadłam się - Uśmiechnęłam się pokazując swoje zęby niczym zadowolone dziecko. - Powoli trzeba będzie się zbierać - Zauważyłam patrząc na zegar wiszący na ścianie.
- Nawet nie wiem, kiedy ten czas zleciał - Przyznał wzdychając.
- Przecież nie żegnamy się na zawsze - Uśmiechnęłam się do niego miłego - Jak będziesz mieć czas dzwoń śmiało, albo wpadaj raczej będę w domu.
- Okej, będę pamiętać - Zaśmiał się pomagając mi wstać.
Przez kilka następnym dni mieliśmy jedynie kontakt telefoniczny. Z tego co pisał i mówił miał wiele teraz pracy na swoim stażu. Oczywiście rozumiałam to i nie robiłam mu żadnych wyrzutów. W końcu doczekałam się weekendu. Znudzona zadzwoniłam do Willa
- No siemka, co jest? - Zaczął odbierając.
- Hej, zanudzam w domu, a mam dobry film, popcorn i sajgonki, może wpadniesz? - Zaproponowałam z nadzieją, że nie spędzę kolejnego dnia jedynie w kotem

Od Willa

Spojrzałem na nią aby upewnić się, czy sobie ze mnie nie śmieszkuje. Wyglądało na to, że mowi zupełnie serio.
- Okej. - Uśmiechnąłem się.
Porwałem jeszcze dwie frytki i poszedłem zamówić nam lody z polewą czekoladową, wróciłem z naprawdę dużą porcją, którą mieliśmy zjeść na pół.
- Ło - Zaśmiała się. - Wyglądają pysznie. - wzięła ode mnie łyżeczkę.
- Zgadzam się. - Uśmiechnąłem się.
Zabraliśmy się za pałaszowanie lodów, były jeszcze lepsze, niż na jakie wyglądały. Zjedliśmy wszystko i byliśmy pełni. Ale siedzieliśmy jeszcze na swoich miejscach i rozmawialiśmy.

Tai?

Od Taigi

- Już myślałam, że odwieziesz mnie z pustym żołądkiem. Jestem głodna, jak wilk, co powiesz na pizze? - Podniosłam jedną brew z uśmiechem.
- Z chęcią - Zaśmiał się, otwierając mi drzwi.
Zajechaliśmy do jednej z włoskim restauracji, gdzie podawali przepyszne pizze. Byłam tak głodna, że zdecydowaliśmy się na jedną dużą i frytki. Po kilku kawałkach Will odpuścił, jednak ja wciąż nie miałam dosyć, więc sama postanowiłam dokończyć kolację.
- Na pewno nie chcesz? Bo zaraz sama zjem - Uśmiechnęłam się wesoło.
- Jedz, jedz - Zaśmiał się kręcąc niedowierzająco głową - Gdzie Ty to wszystko mieścisz? - Oparł swoją głowę o dłoń
- Po lekach wzmaga się apetyt - Pokazałam mu język, łapiąc za frytki. - Może domówimy jeszcze lody z sosem czekoladowym? - Spojrzałam na kartę, gdzie widniały wszystkie desery

Od Willa

- Okej, no to można powiedzieć że pierwszy pocałunek mamy za sobą. - Uśmiechnąłem się jeszcze i wróciłem do oglądania filmu.
Kiedy sie skończył i wyszliśmy na zewnątrz. Oczywiście było już ciemno, z uwagi na dość późną godzinę, choć wcale nie było aż tak późno. Nie chciałem jeszcze jej odwozić, chciałem pobyć z nią jeszcze trochę, ale zupełnie nie miałem pomysłu gdzie mógłbym ją jeszcze zabrać...
- Może chcesz pojechać coś zjeść? - zaproponowałem.

Tai?

Od Taigi

- Mi brakuje Twoich obiadów, jesteś świetnym kucharzem - Uśmiechnęłam się
- Zapraszam, kiedy tylko będziesz mieć ochotę - Również się uśmiechnął. Złapałam za cole, ale zamiast poczuć zimne opakowanie, poczułam ciepło jego dłoni. Szybko ją cofnęłam z niepewnym uśmiechem.
- Trzymaj - Podał mi napój, na co podziękowałam. Przyłożyłam wargi do słomki, biorą kilka łyków. Następnie on zrobił to samo. Zaczęłam się głupkowato śmiać, zapominając w sumie gdzie jesteśmy.
- Co? - Przechylił głowę, patrząc na ekran - Nie dzieje się nic śmieszne.
- Wiesz, że jeśli pije się z tej samej butelki, albo słomki, to dochodzi do pocałunku pośredniego? - Podniosłam jedną brew, maczając nachos w sosie serowym i wkładając go do ust. - A teraz ciiii, ludzie się schodzą, oglądamy dalej

Od Willa

- Nie, w porządku. - Uśmiechnąłem się.
Po chwili daliśmy bilety do kontroli i weszliśmy na salę wraz z kilkoma innymi osobami. Weszliśmy po schodach na górę i zajęliśmy swoje miejsca. Colę włożyłem w specjalny otwór przy fotelach, była ona po środku wiec mieliśmy taki sam dostęp do niej. Pierw oczywiście leciały pół godzinne reklamy - kinowy klasyk. W końcu jednak światło zgasło, przebrnęliśmy jeszcze przez zwiastuny filmów, które mają wejść na ekrany już wkrótce. W końcu się zaczął, choć na początku był nudny, później się rozkręcił. Opowiadał on o dziewczynie, która po latach odnalazła swoich rodziców. Ci jednak nie chcieli jej znać, z między czasie również główna bohaterka odkryła, że ma nadprzyrodzone zdolności i poznała chłopaka, w którym sie oczywiście zakochała. Był taki moment, że zostaliśmy sami na sali, ponieważ niektórzy poszli do toalety a ogólnie na sali nie bylo duzo osób.
- Szczerze powiedziawszy, przyzwyczaiłem się do twojej obecności u mnie i teraz mi tak pusto. - Zaśmiałem sie lekko

Tai?

Od Taigi

Obejrzałam dwa zwiastuny i zastanowiłam się chwilę
- W sumie chyba wolę ten drugi, ten pierwszy jest za straszny, żeby oglądać go w kinie - Uśmiechnęłam się do niego, na co się zaśmiał.
- Okej rozumiem, to pójdę kupić bilety
- No dobra, to ja pójdę po coś do przygryzienia i colę - Z uśmiechem podeszłam do lady, chciałam zamówić jedne dla siebie i drugie dla niego, ale wtedy Pani zaoferowała mi zestaw powiększony. Mega duże nachos i wielką colę. W sumie było to bardziej opłacalne, a chyba nie będzie robić problemów z tego, że pijemy z jednej słomki. Zdecydowałam się na jej propozycję i po chwili odebrałam naprawdę wielkie przekąski. Nie przesadzali mówiąc, że to zestaw powiększony.
- Prawie Cię nie widać - Ze śmiechem zabrał ode mnie cole, aby było mi łatwiej.
- Była promocja - Uśmiechnęłam - Mam nadzieję, że nie będzie problemu picia z jednej słomki? W razie czego mogę się cofnąć i poprosić o drugą, ale wtedy będzie sporo bawienia się w kinie

Od Willa

Nie stroiłem się jakoś bardzo, wziąłem prysznic i założyłem czarne jeansy oraz czerwoną koszulę w kratę. Wypsikałem się jeszcze trochę perfumami i wyszedłem z domu. Quebo leżał wygodnie na kanapie, nawet nie zadawałem sobie trudu aby to stamtąd zwalać. Wsiadłem w samochód i pojechałem pod dom Tai. Poszedłem po nią aż po drzwi.
W kinie byliśmy juz po jakiś 10 minutach.
- Szczerze powiedziawszy nie mogę się zdecydować, który film byłby lepszy. Więc musisz wybrać ty. - Uśmiechnąłem się i pokazałem jej zwiastuny filmów, które akurat mnie zainteresowały i myślałem, że jej również sie spodobają.

Tai

Od Taigi

Pożegnałam go uśmiechem i wzięłam laptopa, aby zrobić zakupy przez internet. Nie chciałam nosić siatek z zakupami, dlatego dostawa do domu będzie idealna.
- Skąd go znasz? - Zapytała od razu rozsiadając się wygodnie przy stole - To Twój chłopak? - Spojrzała na mnie podejrzliwie.
- Znam go z imprezy, to nie jest mój chłopak, przyjaźnimy się - Wzruszyłam ramionami.
- Uprawialiście seks? - Zmarszczyła brwi, na co rzuciłam ją małą świeczką
- Porąbana jesteś, przecież mówię że się tylko przyjaźnimy - Przewróciłam oczami.
- Czyli mogę do niego zarywać - Zachichotała, na co westchnęłam ciężko. Na szczęście rozmowa szybko się skończyła, a dziewczyna opuściła moje mieszkanie, widząc, że jestem zajęta. Nie powiem, poczułam się trochę zazdrosna. W sumie sama nie wiem dlaczego, sama uważałam go za przyjaciela, więc nie powinno mnie interesować to kto do niego zarywa. Zrobiłam wszystkie zakupy, a za dwie godziny miałam je pod drzwiami. Nakarmiłam kota i zajęłam się sobą.
W piątek ubrałam się w dżinsy i koszulkę, na nogi założyłam trampki. Myślałam nad sukienką, ale szpilki muszą jeszcze poczekać, zapewne ból byłby nieznośny. Napełniłam miski kocura i poprawiałam jeszcze włosy, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi.

Od Willa

- Nie wiem... chyba jestem bezstronny w tej kwestii. - spojrzałem na Taigę. - Przepraszam Was ale muszę już iść, muszę iść z psem na szczepienie, bez którego nie przyjmą go do służby. - Westchnąłem.
- Służby? - spytała druga dziewczyna.
- Tak, to pies policyjny. Szuka narkotyków itp. - Wyjaśniłem. - To do zobaczenia w piątek.
- Jasne, pa. - uśmiechnęła się.
Przytuliłem ją jeszcze lekko na pożegnanie i wyszedłem z jej mieszkania zamykając za sobą drzwi.
Wsiadłem w samochód i pojechałem do domu, a później tak jak mówiłem na szczepienie z Quebo

Tai?

Od Taigi

Uśmiechnęłam się miło na tą propozycję.
- W sumie to bardzo chętnie. Mam teraz trochę dużo czasu - Zaśmiałam się cicho - To kiedy chcesz wyjść? - Przechyliłam głowę
- No nie wiem... Mamy środę, to może w piątek? Na 19? - Zaproponował, na co skinęłam głową
- Masz wolną rękę co do wyboru filmu - Pokazałam mu czubek języka, gdy usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Otworzyłam je widząc swoją koleżankę z kotem, nie ukrywała swojego niezadowolenia. - Co masz taką minę? - Zapytałam zaskoczona wpuszczając ją do środka.
- Twój sierściuch mnie nienawidzi i całą mnie podrapał! - Czarny kocur wypuszczony ze swojej klatki, od razu wskoczył na moje ramiona. Mały zazdrośnik.
- No już jestem skarbeńku, dam Ci dzisiaj pyszną rybkę w ramach przeprosin - Zaczęłam do niego mówić, jak do dziecka, co wywołało śmiech u chłopaka.
- A my się chyba nie znamy, Mavis jestem - Rudowłosa dziewczyna od razu podała mu dłoń - Radzę Ci uważać na tego demona... Kot też jest straszny - Zaśmiała się - Mi przynajmniej zawsze mówili, że jestem aniołem.... Wolisz anioły czy demony? - Uśmiechała się do niego, na co tylko przewróciłam oczami. Mimo wszystko głupio było mi ją wygonić, w końcu zajęła się moim kotem, przez ten czas, gdy ja nie mogłam.

Od Willa

- Daj spokój żadnej kasy od ciebie nie wezmę. - powiedziałem otwierając jej drzwi. - Zrobimy tak, że jeśli ja kiedyś będę potrzebował pomocy, będziesz miała okazje się po prostu odwdzięczyć. Okej? - Uśmiechnąłem sie.
- No dobra... - lekko Odwzajemniła gest.
Kiedy usiadła zamknąłem za nią drzwi i zająłem swoje miejsce, pojechaliśmy do mnie aby zabrała swoje rzeczy, później wniosłem jej torbę do jej mieszkania.
- Jakbyś potrzebowała jakiejś pomocy, dzwoń o każdej porze. - Uśmiechnąłem sie. - iii jeśli będziesz miała czas to zapraszam do kina. - dodałem również z uśmiechem.

Tai?

Od Taigi

Zaśmiałam się na to pytanie, przykładając dłoń do ust. Cieszyłam się, że się zgodził, ale nie sądziłam też, że będzie się tym aż tak przejmować.
- Nie. Wystarczą dżinsy i koszula, krawatu też nie musisz mieć - Zapewniłam z uśmiechem - Fajnie, że się zgodziłeś.
- Nie widzę powodów dla których miałbym się nie zgodzić - Wzruszył ramionami, po czym uśmiechnął się do mnie miło. - Podjadę po Ciebie i pojedziemy razem okej? Nie bardzo wiem, gdzie to jest
- No pewnie. Jeszcze dogadamy szczegóły
~Kilka dni później~
Wyszłam ze szpitala z zadowoleniem. Szwy zostały ściągnięte, a po ranie zostanie tylko niewielka blizna, Will czekał na mnie przy wyjściu.
- I jak wszystko okej?
- Tak, mam jeszcze nie dźwigać przez tydzień, półtora i będzie już całkiem dobrze - Uśmiechnęłam się do niego - Dzięki, że mogłam u Ciebie przenocować, wezmę swoje rzeczy i wrócę już do siebie, oczywiście oddam Ci za nocleg

Will?

środa, 1 listopada 2017

Od Willa

Zastanowiłem się chwilę, właściwie... nie miałem nic przeciwko. Miło będzie się choć na chwilkę wyrwać stąd, spędzić jakoś inaczej czas, na chwilę przerwać codzienną rutynę.
- Jasne, bardzo chętnie. - uśmiechnąłem się, a ona odwzajemniła gest jakby z ulgą.
Zapewne bała się, jak na to zareaguję. Zawsze mogłem być dupkiem, który by właśnie ją wyśmiał - ale nie, nikim takim nie jestem i cieszyłem się, że poprosiła o to właśnie mnie, a nie kogoś innego.
- A więc, musimy tam jechać w następną sobotę. - dodała, a ja lekko skinąłem głową.
- A gdzie to będzie? - opadłem lekko głowę o rękę.
- Całkiem niedaleko, godzinka dogi stąd. - wzruszyła lekko ramionami.
Zastanowiłem się chwilę, skoro to rocznica, powinienem ubrać się bardziej oficjalnie czy wystarczy biała koszula?
- Powinienem założyć garnitur? - spytałem nie będąc pewien, a nie chciałem się jakoś bardzo wyróżniać ubiorem.

Tai?

Od Taigi

- Nie masz za co. Nigdy bym tak o Tobie nie pomyślała - Uśmiechnęłam się do niego - Po prostu znam takich, chociażby ze studiów, którzy całymi dniami imprezują, chwaląc się, że mają zaliczenie z góry załatwione przez rodziców i własną klinikę - Wyjaśniłam wzdychając.
- Też znam takich - Również westchnął - I szczerze ich nienawidzę. Później ludzie się dziwią, że idąc do kogoś na prywatnie często dostają szajs - Burknął.
- To jest najgorsze. Wiesz, architekt, pół biedy, tylko dom nie wyjdzie, ale lekarz? Może to zaważyć na czyimś życiu, ale nie gadajmy już o tym - Pomachałam głową - W sumie... Jak mowa o rodzicach i tak dalej - Ułożyłam dłoń na karku.
- Tak? - Spojrzał na mnie pytająco.
- No bo.... Za dwa tygodnie moi rodzice mają rocznice ślubu. Każdy z kimś przyjdzie i nie chciałam żeby było jak w zeszłym roku, że siedzę sama... Tak pomyślałam.... Może Ty miałbyś chęć?
- Mówisz poważnie?
- Oczywiście to nic zobowiązującego - Zaznaczyłam od razu z rumieńcem - Po prostu, nie chce iść sama i siedzieć jak ten kołek
- To coś oficjalnego? - Zapytał, a ja nie umiałam odczytać jego reakcji.
- Będą moi rodzice, brat z narzeczoną, ciotka z mężem i dwoma kuzynami, jeden weźmie dziewczynę, drugi ma 10 lat - Przyłożyłam palec do ust - No i na tym koniec. To niewielkie spotkanie w restauracji, na obiedzie i kawie, żeby pogadać i takie tam

Od Willa

- No to nieźle... - przejechałem dłonią po włosach. - Kurczę... musiało ci być ciężko... - przyznałem patrząc na nią uważnie.
- Bywa... nie każdy rodzi się w bogatej rodzinie, nie każdy dostaje wszystko, czego tylko zapragnie. - wzruszyła lekko ramionami.
- To, że moja matka wyszła za bogatego fagasa nie znaczy, że dostawałem wszystko, co tylko chciałem. Nigdy nie byłem tym ulubionym syneczkiem, a o urodzinach zaczęli zapominać odkąd miałem 12 lat. - mruknąłem.
- Nie, nie, nie! Przepraszam, źle mnie zrozumiałeś... - powiedziała szybko łapiąc mnie za rękę. - Mówiłam tylko ogólnie. - dodała spokojnie.
- W porządku. To ja przepraszam... - Westchnąłem ciężko.

Tai?

Od Taigi

- Mój sekret tak? - Westchnęłam, zastanawiając się nad odpowiedzią. Trochę obawiałam się jego reakcji, ale w końcu on ostatnio też był ze mną szczery.
- Tylko nie wymyślaj - Zagroził mi palcem, niczym nauczycielka.
- Dobrze, dobrze. Na udzie mam nie małą bliznę - Przejechałem palcem w miejscu, gdzie ona widniała. - Mam ją po tym, jak wbił mi się tam kawałek szkła. Moi rodzice, nigdy nie mieli za dużo pieniędzy. W liceum, nie chciałam odstawać od koleżanek - Westchnęłam - Sam rozumiesz, imprezy, ciuchy, głupie wyjście na pizze, nie zawsze na to miałam, a nie chciałam wołać od rodziców. Próbowałam dawać korepetycję, ale są za to marne pieniądze. Któregoś dnia odkryłam, jak szybko i łatwo zarobić - Spojrzałam, na niego, a jego wzrok mówił więcej niż tysiąc słów.
- Chyba nie chcesz powiedzieć, że....
- Nie, nie byłam prostytutką - Zaśmiałam się cicho - Zaczęłam brać udział w nielegalnych wyścigach. Najpierw pożyczonym skuterem, później z wygranych zainwestowałam w swój własny. Szło mi całkiem nieźle, mogłam pomóc rodzicom. Aż to tego feralnego dnia. Jeden gościu, nie mógł się pogodzić, że laska jest od niego lepsza. Jak miałam kolejny wyścig, zajechał mi drogą i wbił coś w oponę. Poleciałam prosto na witrynę sklepową. Nikomu nie mogłam powiedzieć prawdy, bo sama miałabym nie małe problemy - Zakończyłam małym uśmiechem.

Od Willa

- Możemy pograć, spokojnie. - wzruszyłem lekko ramionami.
Pokroiłem bagietkę, jej kawałki były z naprawdę różnymi rzeczami, które myślę że posmakują Tai. Naszą kolekcję Położyłem na stoliku a ja usiadłem na kanapie, Tai w tym czasie rozłożyła grę.
- Nudziłaś sie jak mnie nie było? - spytałem.
- Dokończyłam książkę - uśmiechnęła sie lekko, co Odwzajemniłem.
Zaczęliśmy grę, jedząc kawałki bagietki. Choć na początku przegrywałem, bo nie mogłem się skupić tak później wziąłem się w garść i udało mi się wygrać. Tai wyglądała na lekko zaskoczoną, choć nie widziałem w niej ani grama zestresowania z powodu, iż ma mi zdradzić jakiś swój sekret.
- No dobrze, więc słucham cię uważnie. - Uśmiechnąłem sie lekko.

Tai?

Od Taigi

Po powrocie Willa do domu, był jakiś dziwny. Mało się odzywał, od razu uciekł do kuchni, twierdząc, że zrobi kolację. Nawet nie chciał mi odpowiedzieć na moje pytania, był zupełnie nieobecny. Zaskoczona i poniekąd zaniepokojona jego stanem, usiadłam na krześle przy stole, bacznie go obserwując.
- Jeśli nie możesz mi powiedzieć, to powiedz, nie będę naciskać. Po prostu chciałam wiedzieć, kto mnie zaatakował - Wyjaśniłam, na co ciężko westchnął. Odłożył stół na blat i oparł się o niego.
- Sam nie wiem, czy mogę go nazwać człowiekiem. Przypominał zwierze z zachowania i wyglądu - Wymruczał, na co zmrużyłam oczy.
- Robili mu badania krwi?
- Nie da się do niego podejść, a co dopiero krew pobrać. Czemu pytasz? - Skrzyżował dłonie na piersi.
- Miałam jedne zajęcie, gdzie opowiadano nam, że robi się eksperymenty na ludziach. Gdy sterydy nie są skuteczne, miesza się geny, bardzo często ze zwierzęcymi. Wtedy ten ktoś podobno ma być silniejszy, odporniejszy, ale też według badań ma zatracić wszystkie ludzkie cechy. Empatię i tym podobne - Powiedziałam to co zapamiętałam z wykładu.
- Twoja teoria bardzo pasuje do tego co widziałem - Burknął, wracając do krojenia.
- Ale najważniejsze, że go złapali, nie musisz się już nim martwić. Powinno być teraz spokojniej - Uśmiechnęłam się delikatnie.
- Zazwyczaj w napadach widziano więcej osób - Westchnął - Ale mam nadzieje, że reszta jest normalna. Głodna?
- Trochę - Przyznałam - Dalej chcesz grać? Możemy sobie odpuścić, jak nie czujesz się na siłach

Od Willa

Lekko skinąłem głową siedząc wygodnie na hustawce.
- No to do pracy raczej jeszcze nie wrócisz, co? - Uśmiechałem się delikatnie.
- Myślę że nie będzie z tym problemu. - odwzajemniła gest.
Chwilę siedzieliśmy w ciszy, jednak nie była to krępująca cisza, wręcz przeciwnie.
- Dzisiaj wieczorem zamierzam poznać swój sekret. - Zaśmiałem sie lekko.
- Tak, pewnie... lub ja poznam twój drugi. - pokazała mi język na co wywróciłem oczami z lekkim uśmiechem.
Bujaliśmy się lekko i rozmawialiśmy na różne, najróżniejsze tematy. Niemożliwe szybko zleciało nam tak pół dnia, gdyby nie telefon do mnie, pewnie siedzielibyśmy tak jeszcze dłużej.
- Muszę pojechać na komendę, podobno mają na przesłuchaniu tego mordercę. - powiedziałem szybko.
- Może w końcu bedzie spokojnie?
- O ile to rzeczywiście on... - Westchnąłem chowają telefon do kieszeni.
- Trzeba być dobrej myśli - również wstała.
Tai została w domu, a ja pojechałem prosto na komendę. Jeden z policjantów wprowadził mnie do pomieszczenia, gdzie odbywały się przesłuchania, bylo tam jednak trochę inaczej niż zwykle. Biurko było przesunięte w róg pomieszczenia, na krzesełku siedzial... jakiś mężczyzna. Był solidnie związany, siedział ze spuszczoną głową. Miał strasznie rzadkie, siwe włosy, brudne od krwi. Podobnie brudne było jego ubranie. Przeszły mnie dreszcze, serce waliło szybko.
Do środka wszedł jeden z najważniejszych osób tutaj, miał ze sobą długi, metalowy pręt.
- To jest chore - mruknął.
Ogólnie był cały blady, również wyglądał na zestresowanego. Szturchnął naszego delikwenta tym prętem, za on gwałtownie podniósł głowę i wgryzł się w niego, odgryzł kawałek METALU. Wypluł go i spojrzał na mnie. Z paszczy zwisał mu długi jezyk, jak u jaszczurki. W oczach miał obłęd i pianę na pysku. Szarpał się i wydawał z siebie dziwne dźwięki.
- Kurwa mać... - mruknąłem przeczesując wlosy dłonią.
- Dobrze powiedziane - widząc, jak to coś zaczyna sie coraz bardziej szarpać wyprowadził mnie stąd i zamknął na wszelkie możliwe zamknięcia ciężkie drzwi.
- Media nie mogą sie o tym czymś dowiedzieć. Jeśli dalej będzie sie działo to, co się działo, bedzie to oznaczało że jest ich więcej. A wtedy... będziemy w dupie. - oparł sie o ścianę. - Widząc ten obłęd w oczach dziwię się, że nie powymordowywał całego miasta. - mruknął. - Bądź ostrożny i miej oczy dookoła głowy, one mogą być wszędzie. - mówił poważnie.
Lekko skinąłem głową. Po kilku minutach mogłem już wrócić do domu. Po drodze zrobiłem jeszcze małe zakupy. Wchodząc do domu dalej bylem przerażony tym czymś. Widziałem wiele potworów, ale ten wywołał u mnie dziwny niepokój.

Tai?

Od Taigi

- Chciałam czuć się potrzebna - Wyjaśniłam krótko, patrząc na niebieskie niebo - Jako lekarz mogę pomagać innym, może to trochę samolubne, ale to lekarze ratują życia innym, od ich umiejętności wszystko zależy. To duża odpowiedzialność, ale i niezwykłe poczucie spełnienia - Uśmiechnęłam się delikatnie do niego.
- Głębokie słowa - Podążył za moim wzrokiem - Spełniasz to powoli? - Przechylił głowę, na co się jedynie uśmiechnęłam.
- Powoli chyba tak - Spojrzałam na niego - Nie mogę się doczekać praktyk, tylko nie myśl o mnie źle, nie będę nikogo kroić - Zachichotałam.
- To już wiecie, co będziecie robić?
- Na tym roku, będę na przychodni, wiesz złamania, jakieś małe choroby, jak gorączka, omdlenia i tym podobne
- To nie jest nic takiego
- To dopiero początek - Pokazałam mu język, na co tylko się zaśmiał.
- A jak Twoja rana? Widziałem, że wygląda całkiem nieźle
- Powiem Ci, że jest lepiej niż myślałam, za dwa dni idę do lekarza, myślę, że będzie można zdjąć szwy, czyli za tydzień będę w pełni zdolna do życia, no pewnie nie będę mogła dźwigać, ale to tam nic takiego.

niedziela, 29 października 2017

Od Willa

Też się uśmiechnąłem patrząc w jej oczy.
- Ładnie ci. - mrugnąłem do niej.
Ta uśmiechnęła się i po dłuższej chwili odwróciła na chwilę wzrok. Dzisiaj było ciepło, lecz nie gorąco. Wiał delikatny wiaterek, przygrzewało słońce, słychać bylo śpiew ptaków.
- A więc... dlaczego akurat ten kierunek? - uśmiechnęła się.
- Matka zawsze chciała, żebym był prawnikiem. Mi sie jednak to zupełnie nie podobało, zawsze chciałem być pilotem myśliwca. Tak się to potoczyło jakoś, że jednak jestem tutaj, a nie w akademii wojskowej - wzruszylem ramionami. - A czemu medycyna? - tez sie Uśmiechnąłem

Tai?

Od Taigi

- Nie mam zbytnio ochoty na filmy. Jak tak dalej pójdzie to obejrzymy je wszystkie - Zaśmiałam się cicho.
- Coś w tym może być, na co masz ochotę?
- Widziałam, że masz większą huśtawkę w ogrodzie. Może wyjdziemy? Tam trochę porozmawiamy - Zaproponowałam. W sumie brakowało mi trochę świeżego powietrza i posiedzenia na zewnątrz.
- No pewnie, wypuszczę Maxa i możemy iść - Z uśmiechem podszedł do drzwi balkonowych. Zagwizdał, a pies od razu wyleciał na zewnątrz. Sama też powoli wyszłam siadając z uśmiechem na huśtawce.
- Piękny ogród - Przyznałam po chwili, gdy siedzieliśmy w ciszy.
- Emily czasami mi coś zasadzi, jak wpadnie w odwiedziny - Uśmiechnął się, zrywając jedną róże - Nie ruszaj się - Wyszeptał i włożył mi kwiat za ucho.
- Dziękuje - Uśmiechnęłam się patrząc wprost w jego oczy

Od Willa

- Problem w tym, że niestety niewiele jeszcze mogę wnieść do śledztwa. - westchnąłem. - Ci, którzy się już tym zajmują uważają nas za totalne bezmózgi, dzieci, które naoglądały się filmów kryminalnych i myślą, że coś wiedzą. - burknąłem.
- Ale żaden nie pomyśli, że kiedyś był na waszym miejscu. - westchnęła.
- Właśnie. - również westchnąłem. - A ty miałaś już praktyki w szpitalu czy coś?
- Jeszcze nie, ale za jakiś czas mnie to czeka. - uśmiechnęła się lekko.
Odwzajemniłem uśmiech i spojrzałem na nasze odbicie w telewizorze, widziałem jak Tai patrzy się na mnie.
- To co, oglądamy coś? - spytałem.

Tai?

Od Taigi

- Tego niestety nie zmienisz, nie ważne jakbyś się nie starał - Również westchnęłam - Nie myśleliście nad tym, żeby no nie wiem... Zrobić pułapkę? - Przechyliłam głowę, wciąż na niego patrząc.
- Pułapkę? - Podniósł jedną brew
- No tak, wiele atakowanych jest w takich miejscach publicznych, po zamknięciu sklepu, baru, czasami nawet nie zdążą go zamknąć. Jakby kogoś w takim barze ustawić i trzymać ten lokal wyjątkowo długo otwarty, może Ci ludzie zechcieliby zaatakować - Wytłumaczyłam.
- No tak, ale jeśli to grupa, to jedna osoba nic im nie zrobi.
- Dlatego ma to być pułapka - Zaśmiałam się - W magazynie był by cały uzbrojony oddział, oni przecież daliby sobie radę - Wzruszyłam ramionami.
- Chyba nie tylko ja minąłem się z powołaniem - Uśmiechnął się.
- Wiesz, często grałam z bratem w różne gry kryminalne i wojskowe, gdzie się takie rzeczy robiło- Pokazałam mu język
- Tylko to wszystko nie jest takie proste, jak w grach - Westchnął, opierając się o kanapę.
- Ale to tylko pomysły, nie mówię, że trzeba je realizować - Ułożyłam dłoń na jego ramieniu ze szczerym uśmiechem

Od Willa

Westchnąłem ciężko.
- Niestety nie, to wszystko jest bardzo dziwne. Ostatnio zaczęliśmy znajdować jedynie ciała. Monitoringi wysiadają, żadnych dowodów, świadków, odcisków - nic. - wyjaśniłem. - Chyba mamy do czynienia z pieprzonym specjalistom. - przejechałem dłonią po włosach.
- Seryjny... - westchnęła a ja lekko przytaknąłem.
- Albo kilka seryjnych, jakaś grupa, sekta... cholera wie co. - mruknąłem. - Ostatnie ofiary to kobieta i jeden z policjantów. - dodałem. - Z tego co zauważyliśmy, 90% ofiar to kobiety i młodzi mężczyźni. Pozostałe 10% policjanci.  Jedno jest pewne, nie atakuje dzieci. I niech tak zostanie... - Tai lekko skinęła głową. - Takiemu to karę śmierci powinni przyklepać, a tak to wyjdzie po 20 czy 15 latach za dobre sprawowanie. - prychnąłem.

Tai?

Od Taigi

Spojrzałam na swoją koszulkę spod której rzeczywiście wystawał kawałek bandaża. Westchnęłam cicho, starając się to jakoś ukryć.
- Nie tak łatwo samemu to zawiązać - Mruknęłam, na co jedynie się uśmiechnął.
- Przecież, wiesz, że Ci pomogę. Usiądź prosto i podnieść koszulkę - Nakazał siadając przodem do mnie. Niepewnie wypełniłam jego polecenie.
Najpierw odwiązał całość, po czym delikatnie zawiązał, zostawiając na końcu mają kokardkę.
- Chyba minąłeś się z fachem, powinieneś być lekarzem - Uśmiechnęłam się, zasłaniając swój brzuch.
- Jakoś nigdy to do mnie nie przemawiało - Wyjaśnił nie zamieniając wyrazu twarzy - Ładnie Ci się goi, jeszcze kilka dni i powinni Ci ściągać szwy
- Mam wizytę za tydzień, ale jakbym widziała wcześniej, że jest już dobrze, to mam się sama zgłosić- Wyjaśniłam - A jak wasze śledztwo? Wiecie już kto to był?

sobota, 28 października 2017

Od Willa

- No tak, masz rację. - lekko skinąłem głową. - To co, może kiedyś wybierzemy się gdzieś autostopem? - uśmiechnąłem się.
- Taaa, chyba będziesz musiał jechać sam. - lekko odwzajemniła gest.
Patrzałem na nią chwilę z delikatnym uśmiechem, a dokładniej w jej oczy. Lekko odgarnąłem jej kosmyk włosów za ucho, szybko jednak się otrząsnąłem i powróciłem do rzeczywistości.
- Oj, chyba coś ci się rozwiązało... - spojrzałem na dość spory kawałek bandażu, wystający z jej koszulki.

Tai?

Od Taigi

Oglądałam film z napięciem. Nie wiem dlaczego, ale zawsze, gdy widzę na początku "oparty na faktach" to mam jakieś większe dreszcze. Kiedy się skończył można powiedzieć, że nawet odetchnęłam z ulgą.
- Chyba się nie boisz? - Will spojrzał na mnie z widocznym zaciekawieniem
- Nie... To znaczy... Kiedyś jechałam autostopem, poza tym filmu oparte na faktach, zawsze dodają dramaturgii no i tak jakoś wyszło - Przyznałam otulając się prawie cała kocem, który leżał nieopodal.
- To tylko film, mogę Cię zapewnić, że nic takiego nie miało miejsca - Usiadł się nieco bliżej obejmując mnie ramieniem.
- Tego nie możesz być pewien, w końcu nie raz czytałam o ludziach co wybierali się w podróż i już nigdy nie wrócili... On może istnieć - Spojrzałam na niego z powagą

Od Willa

- No jasne. - uśmiechnąłem się delikatnie.
Kiedy zjadła, zabrałem jej talerz. Opłukałem go w zlewie i włożyłem do zmywarki, podobnie zrobiłem ze sztućcami. Kiedy wyszedłem z kuchni, przesiedliśmy się na kanapę. Chwyciłem za pilot i włączyłem telewizor. Skakaliśmy po kanałach, szukając czegoś ciekawego - niestety nic takiego nie leciało. Tak też znaleźliśmy film na komputerze i puściliśmy go na telewizorze. Był to film akcji o autostopowiczach i seryjnym zabójcy, który oferował podwózkę swoim ofiarom, wywoził ich gdzieś i ćwiartował na kawałki a mięso dawał psu. Główni bohaterowie jednak uszli z życiem, ale mordercy nie złapano. Tak też zakończył się ten niezwykle porywający film...

Tai?

Od Taigi

Spojrzałam na chłopaka, który tylko siedział ze szklanką. Przełknęłam kawałek makaronu i oblizałam usta.
- A Ty nie jesz? - Przechyliłam głowę
- Już jadłem - Uśmiechnął się- Jak będziesz chciała dokładkę to mów, jeszcze trochę jest - Oburącz złapał za szklankę.
- To mi wystarczy. Wybacz, że Ci nie pomagam, ale jutro już będę do życia, bo mi się leki kończą i zostanie tylko maść - Zapewniłam z uśmiechem.
- W ogóle jakie brałaś leki?
- Magnez, przez utratę krwi i wzmacniające organizm po operacji, niby nic szczególnego, ale te drugie strasznie "mulą" człowieka - Zrobiłam mały grymas i ponownie zajęłam się jedzeniem.
- Myślałem czy by Ci nie dać kluczy od domu - Zaczął, ale szybko pokiwałam głową.
- Nie będzie to konieczne. Na razie i tak nie mogę sobie robić spacerów, a jak wydobrzeje to wrócę do siebie - Zapewniłam uśmiechem.
- No jak chcesz, ale według mnie możesz tutaj mieszkać ile chcesz. A co z Twoją pracą? Nie będziesz mieć problemów?
- Och no gdzie, dostałam nawet premię - Zaśmiałam się - Powinni mieć ochronę, a tak między nami jej nie ma, i dostałam małą premie za niewspominanie o tym i urlop. Tylko nie mów swojemu szefowi

Od Willa

- A ty kolego już idziesz, prawda? - wskazałem na drzwi.
- Taak, Clary mnie zabije jeśli znów nie wrócę na obiad. - westchnął ciężko.
- Żebym ja musiał pilnować twojego związku. - pokręciłem rozbawiony głową.
- Spadaj. - dla żartu popchnął mnie lekko. - Miło mi było cię poznać, cześć. - uśmiechnął się do Taigi, a ta odwzajemniła mu tym samym.
Pożegnał się jeszcze ze mną, Maxem i wyszedł, a ja zamknąłem za nim drzwi.
- I jak, może być? - spytałem przechodząc obok niej.
- Nie przesadzaj, bardzo dobra. - uśmiechnęła się lekko.
Odwzajemniłem gest i wszedłem do kuchni nalać sobie picia, wróciłem ze szklanką siadając przy stole.

Tai?

Od Taigi

- To nie Twoja wina - Powiedziałam w końcu, opierając się o drzwi - Ale mimo wszystko poradzę sobie sama, poczekasz na mnie w kuchni? - Zapytałam cicho, na co tylko westchnął.
- Pewnie, ogrzeje Ci obiad
Słysząc, jak wychodzi, zajęłam się bandażem. Co prawda męczyłam się z tym 20 minut, no ale w końcu mi wyszło. Zeszłam do dół w koszulce z kotami i w długich czarnych spodniach dresowych z myszką Miki.
- My się chyba nie znamy? - Odezwał się jego kolega, który siedział przy stole - Chociaż ja trochę o Tobie słyszałem
- Chyba nie chce wiedzieć co. Taiga - Podałam mu dłoń
- Matt, ale możesz mi mówić Mati. Podobno oberwałaś nożem, nie za ciekawie.
- Nie jest tak źle - Uśmiechnęłam się delikatnie.
- Mam lazanie, powinna być jadalna - Will podsunął mi pod nos talerz z jedzeniem i szklankę z sokiem.
- Dzięki, jestem strasznie głodna - Od razu złapałam za widelec.

Od Willa

Westchnąłem ciężko i tym razem jednym ruchem wyrzuciłem go z pokoju.
- Debil. - mruknąłem i zamknąłem mu przed nosem drzwi, również przekręciłem je na klucz.
Matt raczej nie jest wścibski i bezczelny, ale jednak w razie czego. Powoli podszedłem od drzwi do łazienki, słyszałem, jak zamykała je na klucz więc nawet nie próbowałem otwierać. - Tai, nie przejmuj się tym. - zapukałem. - Na prawdę, on nikomu nie powie. Trochę pożartuje między nami ale w końcu zapomni i da temu spokój. - mówiłem. - Przepraszam... - oparłem się lekko o drzwi od łazienki.

Tai?

Od Taigi

Jego ostatnie słowa brzmiały mi po głowie. Nie wiedziałam, jak mam na to zareagować. Czy po prostu sobie ze mnie żartował, czy może mówił na poważnie? A może ma mnie za typową niezdarę? Chociaż zawsze jakoś sobie w tym życiu radziłam. Cały czas myśląc o nim położyłam się do łóżka, zasypiając powoli.
Obudziło mnie delikatne szturchanie i ciche słowa. Otworzyłam niechętnie oczy, aby ujrzeć twarz Willa. Zmarszczyłam brwi nie rozumiejąc dlaczego budzi mnie tak wcześnie.
- Jeszcze 5 minut - Zakryłam twarz kołdrą i ponownie zamknęłam oczy.
- No jeśli chcesz to okej, ale ja zrobiłem obiad - Zaśmiał się, a ja wyjrzałam zaskoczona spod kołdry.
- Czekaj, jak to obiad? To która jest godzina? - Przetarłam dłonią oczy, wciąż skupiając swój wzrok na nim.
- Zaraz 15, powiem Ci, że masz kamienny sen, nawet mój kumpel nie był w stanie Cię wybudzić, a ma głośny śmiech - Wstał z uśmiechem. Powoli podniosłam się, ziewając i łapiąc za telefon. Rzeczywiście, było już południe. Cholerne leki.
- Możesz jeszcze nie wychodzić? Będę Cię potrzebować przy bandażu - Wyjaśniłam, na co skinął z uśmiechem głową - To daj mi kilka minut, tylko wezmę prysznic.
Tak, jak mówiłam od razu poszłam pod prysznic. Założyłam szybko świeże ubrania i jak uprzedniej nocy wyszłam do niego w staniku, trzymając w jednej dłoni bandaż, a w drugiej koszulkę.Chciałam się odezwać, ale wtedy właśnie ujrzałam najprawdopodobniej jego kolegę, którego próbuje wyrzucić z pokoju.
- A to ja już wiem, czemu tak bardzo chcesz żebym wyszedł - Zagwizdał, a ja stałam się czerwona niczym burak.
- Poradzę sobie z tym bandażem, nie przejmuj się! - Powiedziałam pospiesznie uciekając do łazienki, gdzie szybko przekręciłam zamek, czując ulgę.

Od Willa

Nie miałem problemów, z poradzeniem sobie z bandażem ponieważ miałem zaliczone szkolenia pierwszej pomocy etc. Nie obwiązałem go mocno, aby nic ją nie bolało w nocy, ale też nie luźno, aby przypadkiem jej się nie odwiązał. Dość szybko się z tym uporałem, a ona założyła koszulkę od piżam. Wstałem z krzesełka i odłożyłem go na bok.
- Znów dziękuję. - uśmiechnęła się.
- Drobiazg. - odwzajemniłem gest. - Śpij dobrze aniołku. - mrugnąłem do niej odgarniając jej kosmyk włosów za ucho.
Powoli wyszedłem z łazienki a następnie z jej sypialni i poszedłem na chwilę na dół.

Tai?

Od Taigi

Poszłam do łazienki i rozwiązałam bandaż. Weszłam zadowolona pod prysznic, czując chłodne krople wody na swojej skórze. Stałam tam kilka minut, delektując się chwilą. Nawet nie czułam rany. Po osuszeniu delikatnie ciała, ubrałam bieliznę i dół piżamy. próbowałam się sama obwiązać bandażem, ale nie było to zbyt łatwe. Cały czas mi spadał, a najgorsze, że nie widziałam tyłu.
- Cholera - Mruknęłam pod nosem, po kolejnej nieudanej próbie. Głupio było mi prosić chłopaka o pomoc, ale i nie mogłam założyć koszulki, gdyż miałam już posmarowaną ranę specjalną maścią. Po kilku minutach zadecydowałam się go zawołać.
- Coś się stało? - Usłyszałam, jego głos i oblało mnie gorąco.
- Jestem w łazience, możesz wejść? - Zapytałam w końcu stojąc tyłem do niego - Mam problem z bandażem, mogłabym... Cię poprosić? - Zapytałam niepewnie, odwracając wzrok gdzieś na bok.
- No tak spokojnie, nie będę Ci nigdzie zaglądać - Zapewnił siadając na małym taboreciku. Skinęłam głową i podeszłam podając mu bandaż. Informowałam go co i jak, radził sobie bardzo dobrze. Co ciekawe miło było czuć jego dłonie na swoim ciele, były takie ciepłe i przyjemne.

Od Willa

- Nie wątpię. - uśmiechnąłem się.
Kiedy z moją delikatną pomocą udało jej się wstać, zaprowadziłem ją do jej sypialni. Była ona dość duża, jednak też nie przesadnie - raczej była to normalna wielkość dla sypialni. Było tu dość duże, dwu osobowe łóżko, duża szafa z lustrami, biurko a na nim komputer, lampka nocna.
- Tutaj są drzwi prowadzące do łazienki. - wyjaśniłem wskazując na drzwi, Tai lekko skinęła głową. - Jeśli tylko będziesz czegoś potrzebowała, wołaj albo dzwoń, mam pokój zaraz obok. - uśmiechnąłem się lekko.
- Jasne, dziękuję. - odwzajemniła gest.
- To dobranoc.
- Dobranoc.
Wyszedłem z pokoju, zostawiając ją samą. Zamknąłem też drzwi, na pewno woli mieć odrobinę prywatności. Sam poszedłem do siebie, usiadłem na łóżku biorąc laptopa na kolana i zacząłem przeglądać pocztę.

Tai?

Od Taigi

Delikatnie zbliżyłam się do niego i oparłam ramieniem, aby dodać mu nieco otuchy. Cóż spodziewałam się raczej czegoś wstydliwego, aniżeli takiego...czegoś.
- Przykro mi z tego powodu, ale Ty nie zrobiłeś nic złego. Byłeś tylko dzieckiem, w tym wieku często robi się głupie rzeczy, to normalne - Zapewniałam
- Niby tak... Najlepsze, że nawet nie do końca pamiętam, co wtedy zrobiłem - Wzruszył tylko ramionami, łapiąc za szklankę leżącą na stoliku
- To tylko dowód na to, że nie było to nic poważnego - Uśmiechnęłam się do niego przyjaźnie.
- Może masz rację. No nic, następnym razem ja wygram i Ty zdradzisz mi swój sekret - Odwrócił się w moją stronę, podając mi moją szklankę.
- Ach, mam ich tyle, że będziesz mógł wybierać - Zaśmiałam się
- Mówisz poważnie?
- Tak i nie - Pokazałam mu język, po czym ziewnęłam. - Zabawa jest świetna, ale chyba powinnam iść już spać
- No pewnie, przed chwilą wróciłaś z szpitala, pokaże Ci Twój pokój, dasz radę wstać? - Podał mi rękę, aby pomóc mi się podnieść.
- Nie jest tak źle, dam radę

Od Willa

Nie wiem czemu, ale denerwowałem się. To pewnie przez te emocje. Jedno jest pewne, nie mogę jej powiedzieć że mam te całe moce, muszę znaleźć jakiś inny duży sekret, ale wydaje mi się że powinno być jeszcze cos takiego. Niestety Tai bez problemu odpowiedziała na swoje pytanie, tym samym wygrywając. Jęknąłem niezadowolony chowają twarz.
- To nie sprawiedliwe! Pytanie bylo za łatwe. - mruknąłem.
- Dobra, dobra. Lepiej pogodź sie z przegraną - pokazała mi język.
- Przez ten czas jaki tu bedziesz jeszcze wygram, zobaczysz - zrobiłem to samo co ona.
- Dobra, dobra... teraz słucham twojego sekretu. - wyglądała na bardzo zadowoloną ze swojej wygranej. W sumie... też bym był.
- A więc... - chrząknąłem. - Obecny mąż mojej mamy to nie zupełnie mój ojciec. Z prawdziwym matka się rozstala bo ją zdradzał i przesadzał z alkoholem. Jak byłem mniejszy spędzałem z nim weekendy. Któregoś dnia wkurzyłem go i dostałem z metalowego pręta w plecy, miałem 9 szwów. Miałem wtedy jakoś... 10 lat. Jesteś jedyną osobą która o tym wie. - przegryzlem lekko dolną warge.

Tai?

Od Taigi

- Czas się skończył - Przesunęłam jego pionek o jedno miejsce w tył
- Ale odpowiedziałem!
- Ale tylko jedno, a gdzie kury i strusie? - Pokazałam mu zadowolona język.
Goniliśmy się tak przez dobre 2 godziny. Nie powiem, nie dosyć, że była to zabawna gra to jeszcze trzeba było trochę myśleć. Po tych dwóch godzinach krzywiłam się, za każdym razem gdy chciałam zaśmiać.
- Wszystko okej? - Spojrzał na mnie zakłopotany.
- Tak, po prostu nie mogę się za dużo śmiać - Podniosłam kącik ust - Ale nie martw się, jeśli nie będziesz mnie rozśmieszać to będzie dobrze. Czas to chyba zakończyć - wskazałam na nasze pionki, które stały obok siebie przed matą.
- Wóz albo przewóz - Wziął głęboki oddech, na co się uśmiechnęłam

?

Od Willa

- Ale też noszą na szyi - również pokazałem jej język i przesunąłem swój pionek o jedno pole dalej. - To teraz twoja kolej. - wziąłem karteczkę i pierw przeczytałem ją w myśli, Uśmiechnąłem się pod nosem. - Wymień 3 zwierzęta żyjące w wodzie.
- Ryby, wieloryby, rekiny. Proste. - klasnęła w dłonie zadowolona.
Pokręciłem rozbawiony głową i przeusnąłem jej pionek.
- Lepiej nie bądź taka pewna, niektóre pytania naprawdę potrafią zgiąć. - Zaśmiałem sie lekko.
- Dobra, dobra... - też sie zaśmiała i wzięła karteczkę. - Które zwierzęta mają skrzydła ale nie latają?
Spojrzałem na nią Zdziwiony, skoro nie latają to po co skrzydła?
- Pingwiny! - pstryknąłem w palce.

Tai?

Od Taigi

- Nagroda mówisz - Przyłożyłam palec do ust zastanawiając się nad jego słowami, oraz nad tym, co mogłabym chcieć w ramach zwycięstwa.
- Będzie bardziej ekscytujące - Zaśmiał się cicho
- Tajemnice - Powiedziałam z szerokim uśmiechem,
- Hem? - Przechylił głowę, nie rozumiejąc moich intencji.
- Każdy ma jakieś tajemnice, przegrany wyjawi swoją największą wygranemu. Innego pomysłu w tym stanie nie mam - Wzruszyłam ramionami.
- Możemy spróbować.
- Okej, no to uwaga, czytam! Wymień 3 rzeczy, które nosi się na szyi!
- Eee... naszyjnik..... szal.... obroża? - Powiedział, zanim skończył się czas, na co się zaśmiałam.
- Obroże są dla psów - Pokazałam mu czubek języka

Od Willa

Lekko skinąłem głową i jadłem dalej. Zaraz po wiadomościach leciał jakiś słaby film, a więc włączyliśmy sobie coś lepszego. Ogólnie dzisiejszy dzień, dla kogoś innego mógłby wydawać się nudny, bo w sumie nic konkretnego nie robiliśmy, ale my się nie nudziliśmy. Oglądaliśmy filmy do wieczora, akurat trafiło się tak, że kilka ciekawych leciało pod rząd.
Była już 20, przeszukiwałem szafę w poszukiwaniu pewnej gry. Kiedy w końcu udało mi się ją znaleźć, wróciłem do Tai, która wygodnie siedziała sobie na kanapie czytając książkę.
- Zagramy? - spytałem schodząc z ostatnich schodków.
- W co takiego? - podniosła wzrok z książki.
- 5 sekund. - pokazałem jej pudełko z grą podchodząc bliżej.
- I na czym ta gra polega? - zamknęła książkę palcem trzymając stronę, aby się nie zgubić.
- Losujesz pytanie, musisz na nie odpowiedzieć w 5 sekund. Jeśli ci się uda, pionek przesuwa się o jedno dalej... kto pierwszy przekroczy metę, wygrywa - wiadomo. - wyjaśniłem. - Możemy ustalić jakąś nagrodę dla zwycięzcy. - uśmiechnąłem się.

Tai?

Od Taigi

- Ludzie są z natury ciekawscy nic z tym nie zrobisz - Wzruszyłam ramionami
- Co oglądasz? - Usiadł obok mnie, zabierając się za swój kebab. Ja swoje danie zdążyłam już dokończyć. Pijąc powoli cole przez słomkę, wskazałam na telewizor, gdzie był jakiś dokument o ludziach ze specjalnymi umiejętnościami.
- Możesz sobie wyobrazić, że chcą nam wmówić, że istnieją ludzie którzy panują nad ogniem, albo lodem? Już z medycznego punktu widzenia, jest to niemożliwe, a gdzie dalej - Prychnęłam.
- Są rzeczy na tym świecie, których nie da się wyjaśnić - Mruknął pod nosem, jakoś zmieszany.
- W żyłach płynie krew, a nie benzyna - Uśmiechnęłam się jedynie - Rozumiem, jakby gadali o kimś kto ma niesamowitą pamięć, czy coś, ale nie takie bajki - Odłożyłam napój.
- Czyli nie wierzysz w to? - Zapytał spoglądając na mnie.
- Oczywiście, że nie. Nie mam 10 lat, żeby wierzyć w superbohaterów z mocami - Uśmiechnęłam się do niego.

Od Willa

Lekko skinąłem głową i położyłem swojego kebaba na talerzyk, założyłem bluzę i schowałem telefon do kieszeni.
- Za kilka minut wrócę, ale jakby co to dzwoń. - powiedziałem, ta lekko skinęła głową.
Posłałem jej jeszcze delikatny uśmiech po czym wyszedłem z mieszkania, zjechałem windą na dół i ruszyłem w stronę miejsca zdarzenia, widziałem dwa ciała już w czarnych workach, westchnąłem i podszedłem do mojego znajomego.
- Co się właściwie stało? - spytałem.
- Wiesz co, coraz bardziej pojebane robią się te wszystkie zdarzenia... jeden z nich to policjant, Emil - pewnie kojarzysz. - lekko skinąłem głową. - No, nie wiemy co się stało, po prostu znaleźliśmy trupy na środku drogi. - mruknął.
Westchnąłem ciężko patrząc na śledczych badających miejsce, w którym znaleziono ciało, rozglądnąłem się jeszcze po tłumach, może jakimś trafem wypatrzę kogoś, kto zachowuje się podejrzanie... niestety tak się nie stało.
Po kilku minutach wróciłem do mieszkania, Tai dalej siedziała na kanapie, spojrzała na mnie, kiedy wszedłem do salonu.
- Coś zaczyna się dziać i od razu pół miasta przypomina sobie o spacerze z psem. - westchnąłem siadając znów na kanapie.

Tai?

Od Taigi

- Całkiem niezły - Przełknęłam swój kawałek mięsa - A Ty co masz? - Spojrzałam na jego bułkę, która delikatnie różniła się od mojej.
- Mam mieszankę mięsa i sos czosnkowy - Uśmiechnął się przyjaźnie, na co zmarszczyłam nieco nos- Chcesz spróbować? - Zapytał po chwili przysuwając do mnie bułkę
- No pewnie - Z uśmiechem włożyłam widelec do jego bułki, zabierając mu trochę mięsa i warzyw. Włożyłam szybko do ust i oblizałam się zadowolona. - Smaczny, chociaż nie czuć zbytnio czosnku - Wróciłam do swojej porcji
- Jak dla mnie to wielki plus - Zaśmiał się i skupił swoją uwagę na wiadomościach. Prezenterka mówiła o kolejnych atakach i to całkiem niedaleko nas. Podobno wydarzyły się dosłownie kilka minut temu.
- A kiedyś było tutaj tak spokojnie - Westchnęłam, zabierając szklankę z jakimś napojem gazowanym.
- Wiesz, będę musiał na chwilę wyjść, poradzisz sobie?
- No pewnie, w końcu nie musisz przy mnie siedzieć cały dzień

Od Willa

Stałem w kuchni oparty o blat i zamówiłem nam kebaby. Kiedy się rozłączyłem, wymieniłem wody Maxowi i przygotowałem mu jedzenie. Umyłem miskę i nałożyłem tam zawartość puszki jego ulubionej firmy, o smaku dziczyzny i królika. Do tego dosypiałem jego witaminy na stawy, sierść i odporność. Postałem miskę na ziemi a mój kumpel od razu wziął się za opróżnianie jej. Pokręciłem rozbawiony głową, umyłem jeszcze ręce i wróciłem do Taigi, za jej prośbą poprawiłem jej poduszkę za plecami, aby było jej wygodniej po czym usiadłem na swoim miejscu, długo jednak nie siedziałem, gdyż zadzwonił dzwonek do drzwi, stałem i poszedłem otworzyć. Był to oczywiście dostawca jedzenia, zapłaciłem i wziąłem od niego papierową torbę, zamknąłem drzwi i wróciłem do dziewczyny. Przyniosłem nam napoje, a później wyjąłem jedzenie z torby. Usiadłem na kanapie i podałem Taidze jej kebaba. Włączyłem telewizor żeby nie było aż tak cicho.
- Smaczny. - przyznałem.

Tai?
Szablon