Po powrocie Willa do domu, był jakiś dziwny. Mało się odzywał, od razu uciekł do kuchni, twierdząc, że zrobi kolację. Nawet nie chciał mi odpowiedzieć na moje pytania, był zupełnie nieobecny. Zaskoczona i poniekąd zaniepokojona jego stanem, usiadłam na krześle przy stole, bacznie go obserwując.
- Jeśli nie możesz mi powiedzieć, to powiedz, nie będę naciskać. Po prostu chciałam wiedzieć, kto mnie zaatakował - Wyjaśniłam, na co ciężko westchnął. Odłożył stół na blat i oparł się o niego.
- Sam nie wiem, czy mogę go nazwać człowiekiem. Przypominał zwierze z zachowania i wyglądu - Wymruczał, na co zmrużyłam oczy.
- Robili mu badania krwi?
- Nie da się do niego podejść, a co dopiero krew pobrać. Czemu pytasz? - Skrzyżował dłonie na piersi.
- Miałam jedne zajęcie, gdzie opowiadano nam, że robi się eksperymenty na ludziach. Gdy sterydy nie są skuteczne, miesza się geny, bardzo często ze zwierzęcymi. Wtedy ten ktoś podobno ma być silniejszy, odporniejszy, ale też według badań ma zatracić wszystkie ludzkie cechy. Empatię i tym podobne - Powiedziałam to co zapamiętałam z wykładu.
- Twoja teoria bardzo pasuje do tego co widziałem - Burknął, wracając do krojenia.
- Ale najważniejsze, że go złapali, nie musisz się już nim martwić. Powinno być teraz spokojniej - Uśmiechnęłam się delikatnie.
- Zazwyczaj w napadach widziano więcej osób - Westchnął - Ale mam nadzieje, że reszta jest normalna. Głodna?
- Trochę - Przyznałam - Dalej chcesz grać? Możemy sobie odpuścić, jak nie czujesz się na siłach
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz