Słysząc jego słowa i widząc uśmiech na twarzy, poczułam jak się rumienie. Szybko odpowiedziałam, że dziękuje i zaprosiłam go do środka. Wszedł do salonu, gdzie wszystko już było na stole.
- Pójdę podgrzać sajgonki - Z uśmiechem weszłam do kuchni. Wyszłam po chwili widząc, jak kocur syczy na Willa, ten próbował go udobruchać, ale nie wiedział o co mu chodzi. Zaśmiałam się cicho pod nosem, odkładając ciepłe danie na stole.
- Chyba mnie nie lubi - Mruknął
- Nie lubi, że siedzisz na jego miejscu. To jest jego fotel, co nie kocurze? - Pogłaskałam go za uchem. Will szybko przesiadł się na kanapę obok mnie, a czarny kot wskoczył na swój koc, gdzie się wygodnie ułożył.
- Nie ma imienia? - Zapytał po chwili, na co spojrzałam na niego zaskoczona, maczając swojego sajgonka z sosie.
- Oczywiście, że ma. To kocur - Ugryzłam kawałek, oblizując usta - Jest znajdą. Najpierw kręcił się wokół mojego okna, wołałam na niego kocur, po jakimś czasie zorientowałam się, że jest bezdomny, to zaczęłam go dokarmiać. Spodobało mu się to i się wprowadził - Uśmiechnęłam się - Coli, wody, soku?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz