- Nie masz za co. Nigdy bym tak o Tobie nie pomyślała - Uśmiechnęłam się do niego - Po prostu znam takich, chociażby ze studiów, którzy całymi dniami imprezują, chwaląc się, że mają zaliczenie z góry załatwione przez rodziców i własną klinikę - Wyjaśniłam wzdychając.
- Też znam takich - Również westchnął - I szczerze ich nienawidzę. Później ludzie się dziwią, że idąc do kogoś na prywatnie często dostają szajs - Burknął.
- To jest najgorsze. Wiesz, architekt, pół biedy, tylko dom nie wyjdzie, ale lekarz? Może to zaważyć na czyimś życiu, ale nie gadajmy już o tym - Pomachałam głową - W sumie... Jak mowa o rodzicach i tak dalej - Ułożyłam dłoń na karku.
- Tak? - Spojrzał na mnie pytająco.
- No bo.... Za dwa tygodnie moi rodzice mają rocznice ślubu. Każdy z kimś przyjdzie i nie chciałam żeby było jak w zeszłym roku, że siedzę sama... Tak pomyślałam.... Może Ty miałbyś chęć?
- Mówisz poważnie?
- Oczywiście to nic zobowiązującego - Zaznaczyłam od razu z rumieńcem - Po prostu, nie chce iść sama i siedzieć jak ten kołek
- To coś oficjalnego? - Zapytał, a ja nie umiałam odczytać jego reakcji.
- Będą moi rodzice, brat z narzeczoną, ciotka z mężem i dwoma kuzynami, jeden weźmie dziewczynę, drugi ma 10 lat - Przyłożyłam palec do ust - No i na tym koniec. To niewielkie spotkanie w restauracji, na obiedzie i kawie, żeby pogadać i takie tam
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz