sobota, 28 października 2017

Od Taigi

Jego ostatnie słowa brzmiały mi po głowie. Nie wiedziałam, jak mam na to zareagować. Czy po prostu sobie ze mnie żartował, czy może mówił na poważnie? A może ma mnie za typową niezdarę? Chociaż zawsze jakoś sobie w tym życiu radziłam. Cały czas myśląc o nim położyłam się do łóżka, zasypiając powoli.
Obudziło mnie delikatne szturchanie i ciche słowa. Otworzyłam niechętnie oczy, aby ujrzeć twarz Willa. Zmarszczyłam brwi nie rozumiejąc dlaczego budzi mnie tak wcześnie.
- Jeszcze 5 minut - Zakryłam twarz kołdrą i ponownie zamknęłam oczy.
- No jeśli chcesz to okej, ale ja zrobiłem obiad - Zaśmiał się, a ja wyjrzałam zaskoczona spod kołdry.
- Czekaj, jak to obiad? To która jest godzina? - Przetarłam dłonią oczy, wciąż skupiając swój wzrok na nim.
- Zaraz 15, powiem Ci, że masz kamienny sen, nawet mój kumpel nie był w stanie Cię wybudzić, a ma głośny śmiech - Wstał z uśmiechem. Powoli podniosłam się, ziewając i łapiąc za telefon. Rzeczywiście, było już południe. Cholerne leki.
- Możesz jeszcze nie wychodzić? Będę Cię potrzebować przy bandażu - Wyjaśniłam, na co skinął z uśmiechem głową - To daj mi kilka minut, tylko wezmę prysznic.
Tak, jak mówiłam od razu poszłam pod prysznic. Założyłam szybko świeże ubrania i jak uprzedniej nocy wyszłam do niego w staniku, trzymając w jednej dłoni bandaż, a w drugiej koszulkę.Chciałam się odezwać, ale wtedy właśnie ujrzałam najprawdopodobniej jego kolegę, którego próbuje wyrzucić z pokoju.
- A to ja już wiem, czemu tak bardzo chcesz żebym wyszedł - Zagwizdał, a ja stałam się czerwona niczym burak.
- Poradzę sobie z tym bandażem, nie przejmuj się! - Powiedziałam pospiesznie uciekając do łazienki, gdzie szybko przekręciłam zamek, czując ulgę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon