Siedziałam na ostatnim wykładzie w niedziele. Miałam to szczęście, że jeden nam odpuścili, dzięki czemu nie wyląduje w domu po 23. Słuchałam i zapisywałam kolejne informację starając się, ze wszystkich sił nie usnąć. Bardzo lubiłam ten przedmiot, ale wykładowca tak to wszystko flegmatycznie mówił, że usypiał każdego. W końcu dobiegł on końca, każdy wpisał się na listę obecności i można było wyjść. Zadowolona, wyszłam z uczelni, patrząc na telefon. Była 19, a ja umierałam z głodu. Szybkie przeglądnięcie knajpek i znalazłam jedną. Dawali tam chińskie jedzenie i była tylko dwie ulice dalej. Zadowolona, poprawiłam włosy i poszłam w jej kierunku. W środku usiadłam przy wolnym stoliku, przeglądając kartę. Dawno nie siedziałam po tej stronie.
- Ja wole pizze, dlaczego nie jemy pizzy!? Will, ja chce pizze! - Jakieś dziecko zaczęło krzyczeć na cały lokal. Obejrzałam się za siebie dostrzegając znajomego chłopaka w obecności małego chłopca i rozbawionej nastolatki.
- Jedliśmy ją przez ostatnie dwa dni, makaron też jest dobry, albo jakaś zupa.- Starał się uspokoić chłopca, co mu nie wychodziło.
-Pizza!! - Krzyknął jeszcze raz.
- A wiesz, że tutaj podają makaron co wygląda jak robaki - Odezwałam się do chłopca, który zaciekawił się moją wypowiedzią
- Robaczki?
- No tak, są przeźroczyste i długie, a na dodatek bardzo pyszne - Powiedziałam pewnie
- I co jeszcze? - Jak to dziecko podeszło do mnie z pełnym zaufaniem. Ciekawe czy to przez wygląd, czy może dlatego, że miałam dryg do dzieci bo zawsze chciałam mieć młodsze rodzeństwo. Zadowolony słuchał o krewetkach siedząc obok mnie.
- Nie będzie problemu, jak się dosiądziemy? - Zapytał z nadzieją w głosie.
- Pewnie, nie lubię jeść w samotności - Uśmiechnęłam się - Nie mówiłeś, że masz syna, jest do Ciebie bardzo podobny - Uśmiechnęłam się do chłopca, który to odwzajemnił pokazując swój nieco szczerbaty uśmiech.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz